Sporty walki

UFC 217: Sensacja! Jędrzejczyk straciła pas...

Utrata pasa mistrzowskiego w kategorii koguciej przez Cody’ego Garbrandta i druga porażka przez poddanie w karierze Michaela Bispinga z powracającym po czteroletniej przerwie Georgesem St. Pierrem- te wydarzenia zwieńczyły galę UFC 217. Wszystko rozpoczęło się jednak od największej niespodzianki wieczoru w Nowym Jorku, czyli klęski Joanny Jędrzejczyk z „malutką grapplerką po uprzednim biciu w stójce” (cyt. Paweł Kowalik, czołowy menadżer MMA w Polsce).

Utrata pasa mistrzowskiego i pierwsza przegrana w karierze to nic w porównaniu z tym, co czekało na polską mistrzynię w internecie już kilka chwil po zakończeniu walki. Fala nienawiści, która rozlała się po sieci przybrała gigantyczne rozmiary, choć jeszcze dzień wcześniej Jędrzejczyk była bohaterką narodową. Czy to zaskakujące? Nie, to normalna cena jaką najlepsi zawodnicy MMA płacą za swoją popularność i postawę, która pozwala im czerpać spore korzyści finansowe z uprawianej dyscypliny.

Jest dobrze... gdy jest dobrze

Jędrzejczyk od zawsze była osobą niezwykle otwartą, ale odkąd została mistrzynią UFC zwróciła na siebie uwagę znacznie większej publiki. Niektórzy zarzucali jej, że zamiast na sali treningowej wiecznie udziela wywiadów i bierze udział w licznych kampaniach reklamowych. Do felernego wieczora w Nowym Jorku nikt nie mówił o tym głośno i nikomu za bardzo to nie przeszkadzało. Asię broniły kapitalne wyniki sportowe, a krytykę ciężko byłoby uargumentować, więc... „po co się wychylać”?

Moraliści nie zwracają jednak uwagi na fakt, że na taką postawę mogą pozwolić sobie tylko najwięksi i najmocniejsi ze świata tego sportu. Niewielu mistrzów decyduje się bowiem na tak intensywną promocję swojej osoby, jakiej podjęła się Jędrzejczyk. Popularność i zainteresowanie osobą „JJ” można porównać tylko ze ścisłą czołówką UFC. Wielu po ludzku zazdrości jej kreatywności, a inni biorą z niej przykład. Wynik sportowy jest kluczowy, ale koniec końców lepiej wejść do klatki po godziwy zarobek niż rozmieniać się na drobne.

Jak Rousey i McGregor?

Jędrzejczyk z powodzeniem można porównać m.in. do Conora McGregora czy Rondy Rousey. Polka, podobnie jak Irlandczyk, doskonale wykorzystała swoje „pięć minut” - zdobyła rzeszę sympatyków na całym świecie, przyciągnęła uwagę różnych środowisk i… coraz częściej zaczynała „wyskakiwać z lodówki”. Kariera olsztynianki przybrała natomiast bliźniaczy scenariusz do tej, którą najprawdopodobniej zakończyła już Amerykanka. Wszystkie trzy wspomniane osoby łączy jeden, wspólny element – porażka w miejscu na samym szczycie.

Rousey po sromotnej przegranej z Holly Holm na UFC 193 schowała się przed światem i przeżywała naprawdę ciężkie chwile. W jednym z wywiadów Amerykanka nawet wspomniała o myślach samobójczych. Powróciła do klatki dopiero po 412 dniach. Przed pojedynkiem z Amandą Nunes została zwolniona ze wszystkich obowiązków medialnych, a na ceremonii ważenia nie udzieliła nawet krótkiego wywiadu. Ewidentnie nie udźwignęła mentalnie ciężaru tego pojedynku, a weryfikacja w oktagonie była brutalna. 48 sekund i było po sprawie. Dzisiaj od Rousey powrotu do klatki nie oczekują nawet właściciele UFC.

Zupełnie inaczej z przegraną z Natem Diazem poradził sobie McGregor. „Wiem, że sporo ludzi celebruje moją klęskę, ale na koniec dnia to ja jestem mistrzem dywizji piórkowej” – to były słowa Irlandczyka wypowiedziane na konferencji prasowej tuż po porażce. Po pięciu miesiącach zrewanżował się Amerykaninowi, a po kolejnych trzech zdobywając tytuł w drugiej dywizji wagowej przeszedł do historii. Rok później doprowadził do najbardziej kasowej walki w historii sportów walki – konfrontacji z Floydem Mayweatherem.

Chwila spokoju

Jędrzejczyk już wykonała pierwsze kroki, aby podążyć śladami Irlandczyka. Ze łzami w oczach odpowiadała na pytania dziennikarzy kilka godzin po swoim występie, a dwa dni później udzieliła bardzo mocnego wywiadu w prestiżowym programie MMA Hour. Nie ma mowy o fałszywej zmianie i patetycznej skromności. Jeszcze kilka lat temu Jędrzejczyk wahała się czy przypadkiem nie zakończyć przygody sportowej. Wtedy podjęła suwerenną decyzję i w ostatnich miesiącach zbierała jej obfite plony. Do wszystkiego doszła ciężką pracą, a w trudnych momentach mogła liczyć tylko na najbliższych, więc dlaczego teraz miałaby słuchać rad internetowych ekspertów?

Teraz, również sama, zdecydowała jaką postawę przyjmie po przegranej. Jędrzejczyk poniesie konsekwencje swoich czynów – i w przypadku zwycięstwa, i w przypadku ewentualnej, kolejnej porażki, ale jest tego w pełni świadoma. Zasługuje jednak na spokój, a najbliższy występ da nam odpowiedź czy duchowo uniosła ciężar gatunkowy sprawy.

Niech porażka Jędrzejczyk dla pozostałych nie będzie lekcją pokory, a po prostu przestrogą. Droga na szczyt bywa kręta, długa i wyboista, ale zawsze z samej góry spada się w ekspresowym tempie.  O przyszłość Asi możecie być jednak spokojni - to zodiakalny lew, a koty zawsze spadają na cztery łapy.