Na początku lutego w rozmowie z "Super Expressem" Liszewski miał powiedzieć, że w chętnie spróbowałby swoich sił w klatce największej organizacji mieszanych sztuk walki w Polsce. W przeszłości w KSW występowało kilku zawodników, znanych bardziej z show biznesu niż sal treningowych. Najgłośniejszym nazwiskiem jest rzecz jasna Popek Monster, który niedawno przegrał z innym celebrytą, Tomaszem Oświecińskim.

 

Sprawę lidera zespołu Weekend szybko skomentował współwłaściciel KSW, Martin Lewandowski.

 

Teraz do KSW chce każdy, ale my nie chcemy każdego w KSW. Najpierw Panie Radosławie proponuję poćwiczyć, pojechać na małe zawody, coś wygrać, posparować z zawodowcami, a później zgłaszać chęć walki. Gdyby potrzebował Pan sparingpartnerów słyszałem, że Łukasz "Juras" Jurkowski i ekipa zapraszają do klatki na sparingi. Gdyby nie wyszło tam, porozmawiam z Roberto Soldic 😈 Na bank chętnie dociąży Pana sparingowo. Życzę powodzenia!

 

Koniec końców Liszewski postanowił zdementować wszelkie plotki.

 

- Różne głupoty czytałem w Internecie i nie chciało mi się tego komentować, bo nie ma to sensu. O tym, że polecę w kosmos pewnie kiedyś też przeczytam. To się równoważy z tym, że mam zapędy, aby się wybrać do KSW i walczyć. Przekaz jest jasny, tak wygląda mój ring (wokół pomieszczenie w studiu nagraniowym). Tu toczę wszelakie rundy. Nie zmienię tego za żadne skarby świata. Dajcie na luz, bo to przechodzi ludzkie pojęcie. Zaczyna mnie to nudzić. Nie chcę dziesiątek telefonów z zapytaniem czy będę walczył. To totalna bzdura - stwierdził piosenkarz.