Reprezentacja Polski zajęła wysokie trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej Halowych Mistrzostw Świata 2018 w Birmingham (za Stanami Zjednoczonymi i Etiopią). Biało-Czerwoni zakończyli rywalizację z pięcioma krążkami - dwoma złotymi, które zdobyli Adam Kszczot w biegu na 800 m i sztafeta mężczyzn 4x400 m (Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina), dwa srebrne przypadły Marcinowi Lewandowskiemu w biegu na 1500 m i sztafecie kobiet 4x400 m (Justyna Święty-Ersetic – wcześniej czwarta w biegu indywidualnym na 400 m, Patrycja Wyciszkiewicz, Aleksandra Gaworska i Małgorzata Hołub-Kowalik), brązowy medal z Wielkiej Brytanii przywiózł zaś Piotr Lisek.

Nasz tyczkarz był zresztą rozczarowany, że w Birmingham wywalczył "zaledwie" brąz. "Tak wyszło... Konkurs był bardzo długi i wyczerpujący. Myślę, że odkuję się na kolejnych mistrzostwach... Mogło być troszeczkę lepiej, ja jestem usatysfakcjonowany w 70 procentach. 5,90 na pewno było w moim zasięgu. Jednak jestem trzecim zawodnikiem świata, jak mógłbym się nie cieszyć? Apetyty miałem troszeczkę większe, ale jeszcze przyjdzie na to czas" - powiedział po powrocie.

Biało-Czerwoni mają zresztą świetne zaplecze, bowiem blisko medalu był nasz skoczek wzwyż, Sylwester Bednarek. "Niedosyt mam bardzo duży. Nowa koncepcja tych zawodów była fajna. Wszystko bardzo szybko się działo. Ci, co mieli skoczyć 2,29 zrobili to w pierwszych próbach, a potem zostało trzech zawodników i nagle trzeba było oddawać skok za skokiem. Chciałem dołożyć w kolejnych podejściach, ale się nie udało" - powiedział zawodnik RKS Łódź, który w zawodach uplasował się na piątym miejscu.

Piątą lokatę zajęła także nasza kulomiotka Paulina Guba, która konkurs kobiet zakończyła z rezultatem 18,54 metra. Co prawda w zawodach udziału nie brało wiele czołowych zawodniczek świata, jednak 27-latka pozostaje blisko czołówki. Ósme miejsce w konkursie mężczyzn zajął Konrad Bukowiecki, z którym przyszłościowo wiążemy wielkie nadzieje. Warto także pamiętać o nieobecnych w Birmingham.

 

"Myślę, że polska ekipa na mistrzostwa Europy w Berlinie (7–12 sierpnia) będzie jedną z najliczniejszych i spodziewam się tam ponad 10 medali. Trzeba pamiętać, że dołączą nasi kolejni faworyci - Anita Włodarczyk, Paweł Fajdek, czy Piotr Małachowski" - optymistycznie po zakończeniu HMŚ przyznał Artur Partyka.

"To był piękny weekend. Można powiedzieć, że trwa nasza złota era, bo przecież worek medali regularnie przywozimy z każdej dużej imprezy. Sukcesy nie są dziełem przypadku, czy chwili, lecz regułą. Dobre czasy dla naszej lekkiej atletyki zaczęły się w 1998 roku na mistrzostwach świata w Budapeszcie, a od igrzysk olimpijskich w Sydney (2000) to już pasmo doskonałych występów. Nasza lekkoatletyka jest w światowej czołówce" - zakończył nasz wicemistrz olimpijski z Atlanty.

Po powrocie do kraju naszych lekkoatletów dziennikarz Polsatu Sport Szymon Zaworski zapytał szczęśliwego złotego medalisty, Adama Kszczota o to, czy jesteśmy potęgą lekkoatletyczną.
Jesteśmy. Zdecydowanie jesteśmy. W przyszłym roku wystartujemy w nowym lekkoatletycznym Pucharze Świata. To będzie osiem najlepszych nacji na świecie, które zostały wyselekcjonowane na podstawie ostatnich mistrzostw świata, a to mówi wszystko.

W rozmowach z pozostałymi bohaterami nie ukrywają oni, że na zbliżających się imprezach celują w medale. Sukcesy na tegorocznych mistrzostwach Europy w Berlinie obiecuje Justyna Święty-Ersetic, zaś nieco odleglejszego złota olimpijskiego nie wyklucza Jakub Krzewina. W ciągu czterech dni polscy lekkoatleci zarobili w halowych mistrzostwach świata w Birmingham 200 tys. dolarów (ok. 680 tys. zł). Najwięcej, bo aż 90 tys., zainkasowała męska sztafeta 4x400 m. Biało-czerwoni wywalczyli złoto i poprawili rekord świata.

 

Cała rozmowa z Adamem Kszczotem w załączonym materiale wideo.