Bożydar Iwanow: Dzwonisz z numeru, który zaczyna się od +44. Ciągle masz angielską komórkę?
  
Adrian Purzycki: Nie było sensu jej zmieniać. Mam taki abonament, który pozwala mi na darmowe połączenia w całej Europie. Bez ograniczeń. Do tego internet 26 GB. Nie opłacało mi się wiązać umową z kimś innym.
 
A może wolisz nie zmieniać numeru, bo liczysz na to, że ktoś Anglii się odezwie?
 
Nie… (śmiech). W razie czego i tak mnie można znaleźć. Proszę, bez takich sugestii (śmiech). Oczywiście, że chciałbym tam kiedyś wrócić. Każdy marzy chyba o tym, żeby zagrać w Premier League.
 
Pobyt w Anglii dał ci jednak najwięcej. 
 
Wyjechałem na Wyspy w wieku czterech lat. Wróciłem do Polski na dwa lata, na czas gimnazjum. I z powrotem do Wielkiej Brytanii. W Wigan spędziłem cztery sezony. Od U16 przez U18 do drugiej drużyny. Trenowałem z pierwszym zespołem, ale grałem w rezerwach, które mają swoją oddzielną ligę. Dwukrotnie znalazłem się w kadrze na mecz „jedynki” ale jako dodatkowy, dziewiętnasty zawodnik i w końcowym etapie wypadałem. Ale mimo to bardzo dobrze wspominam ten czas. Sporo się nauczyłem pod względem mentalnym. Wiadomo jakimi cechami charakteryzuje się liga angielska. Choć jakoś treningów techniczno-taktycznych też była na wysokim poziomie.
 
Twoim pierwszym piłkarskim miejscem było jednak nie Wigan, a walijska Swansea.
 
Tak, tam zacząłem treningi, byłem tam od dziesiątego do trzynastego roku życia. Później wróciłem do kraju, do Polonii Warszawa, gdzie mieliśmy fajną ekipę z Adamem Ryczkowskim, moim dobrym kolegą czy Bartkiem Skowronem, który był m.in. w Chojniczance. Ale to w Wigan wszystko nabrało tempa. Mimo, że fizycznie odstawałem od reszty piłkarzy. Byli ode mnie silniejsi, musiałem sobie z tym jakoś radzić. Nie łatwo było wejść w kontakt. Teraz już do tego dojrzałem, wchodzę pewniej w tego typu walkę. 
 
Gdyby nie tata, pewnie nie trafiłbyś do Wigan.
 
Ojciec miał kontakty z Roberto Martinezem (ex trener Evertonu, dziś selekcjoner Belgów przyp. BI) czy Davidem Mossem, szefem skautów w Celtiku Glasgow czy Huddersfield. Tata znał ich z kursów i konferencji trenerskich. A wcześniej grał przecież w Stali Stalowa Wola, Górniku Łęczna, ŁKS-ie i w Walii. Na jego graniu się wychowałem, już wtedy kopałem piłkę w jego za dużych na mnie spodenkach i butach. Teraz mój młodszy siedmioletni brat robi to samo. Też wpatrzony jest w górę, jak ja kiedyś na tatę. Taka podobna sekwencja zdarzeń.
 
Z Anglii trafiłeś jednak do Holandii. To była lepsza opcja dla ciebie ze względu na tę fizyczność na Wyspach?
 
Wigan awansowało do Championship. Dokonało wielu wzmocnień. Zdawałem sobie sprawę, że szanse na grę są niewielkie. Pojawiła się opcja z drugoligowej Fortuny Sittard. Tam miałem możliwość zdobycia większego doświadczenia w pierwszym zespole. I tak było. Przez pierwsze pół roku. Trener Ben Van Dael preferował typową dla tego kraju grę na utrzymanie, wyprowadzanie z tyłu, budowanie, czego jestem zwolennikiem. Czułem, że rozwijam się pod kątem taktycznym. Mimo, że spędziłem tam zaledwie rok, nabrałem wielu wartościowych cech. W połowie sezonu nastąpiła jednak zmiana. Zespół objął Sunday Oliseh (były reprezentant Nigerii i gwiazda m.in. Ajaksu Amsterdam i Borussi Dortmund). I – że tak to nazwę – nie patrzyliśmy na futbol przez te same okulary. Wiedziałem, że mój czas w Fortunie  się kończy.
 
Trafiłeś więc w idealne miejsce, bo Miedź Legnica preferuje piłkę skrojoną pod ciebie.
 
Właśnie! Z trenerem Dominikiem Nowakiem mamy bardzo dobry kontakt. Stawia na ofensywną grę i w takim stylu jako „szóstka” czuję się swobodnie. Mamy dużo jakościowych zawodników, nasze granie od tyłu często bywa ryzykowne, bo narażone jest na przechwyt. Ale trener jest wyrozumiały w tej kwestii. Dla mnie to najlepszy sposób gry na jaki mogłem trafić. Eksponuje moje najlepsze cechy. 
 
W marcu dostałeś powołanie od Dariusza Gęsiora na mecze Elite Round U21, ale na spotkania z Anglią i Niemcami nie pojechałeś.
 
Doznałem urazu w meczu z Wigrami, który odbywał się w śnieżycy, w ekstremalnych warunkach. Trzeba się było z tym pogodzić. Szkoda tylko, że rocznikowo jestem już za „stary”, żeby powalczyć o kadrę na Mistrzostwa Świata U20.