Wojciech Szczęsny - nasz bramkarz w ubiegłym sezonie był „dwójką” w Juventusie Turyn. W najważniejszych meczach bronił Gianluigi Buffon. Imponująca liczba czystych kont? Szacunek. Ale czy w Juventusie to nie łatwiejsze niż w Crotone. Albo … Swansea? No właśnie. W mojej opinii najbardziej pokrzywdzonym reprezentantem może czuć się Łukasz Fabiański. Co nie oznacza, że uratowałby on nam turniej.

 

Łukasz Piszczek - za nim – jak na niego - dość przeciętny sezon w Dortmundzie.  Zresztą gorszy dla całej drużyny BVB. Popatrzmy też na PESEL. Łukasz ma 33 lata. Kto za niego? Czy Bartosz Bereszyński był dużo lepszy?

 

Jan Bednarek - w Southampton zaczął grać dopiero w połowie kwietnia, i to głównie dlatego, że za czerwoną kartkę pauzował Jack Stephens. Owszem, szansę w klubie wykorzystał, ale dlaczego nie „łapał” się wcześniej? Jest ciągle żółtodziobem.

 

Michał Pazdan - bardzo kiepski sezon w Legii Warszawa. Na poziomie zaczął grać dopiero gdy drużynę przejął Dean Klafurić. Mniej więcej od rewanżu półfinału Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze.

 

Thiago Cionek - SPAL, Modena, Palermo, Padova. To jego CV. W kadrze nigdy nie odgrywał kluczowej roli. Nie mógł i na mistrzostwach świata.

Grzegorz Krychowiak - spadł z piedestału gwiazdy Sevilli i transferu do Paris SG do angielskiej drugiej ligi.

 

Kamil Grosicki - rok po EURO spadek z Hull City z Premier League, dwa lata później rezerwowy w tym samym klubie. 18 miejsce w tabeli Championship.

 

Jacek Góralski - 13 meczów w wyjściowym składzie Łudogorca Razgrad.

 

Piotr Zieliński - fajnie, że gra w Napoli. Kiedy zagrał dobry mecz o stawkę i punkty w kadrze? Nigdy.

 

Jakub Błaszczykowski – w tym roku niewiele ponad 100 minut w Bundeslidze.

 

Arkadiusz Milik - po dwóch zerwanych więzadłach po EURO.

 

Robert Lewandowski - w Bayernie pracują na jego gole Robben, Ribery, James, Thiago Alcantara i Muller.  W reprezentacji? Zobacz różnicę.

 

Bartosz Bereszyński - zawodnik, który nigdy nie był wybitny w naszej lidze, nie jest wybitny w Sampdorii, która nie jest wybitnym  zespołem.

 

Dawid Kownacki - patrz wyżej. Do tego  Serie A zagrał 808 minut. I tak brawo za 5 goli.

 

Doprawdy trudno było oczekiwać, by tych piłkarzy po takim sezonie było stać na coś więcej. Sami - jak zawsze - napompowaliśmy sobie nasz polski balonik. Tylko, że powietrze w nim nie było tym razem najlepsze. Po EURO nawet z samego sztabu dochodziły głosy, że wycisnęliśmy z tej reprezentacji „maksa”, jak z cytryny. Zostało parę bardzo już dojrzałych owoców i pestki. Ja nie jestem ani załamany ani nadmiernie rozczarowany. Po prostu ten mundial, a także Senegal i Kolumbia pokazały nam miejsce, w którym jesteśmy.