To zdecydowanie nie był turniej ustępujących mistrzów świata, którzy już na otwarcie mundialu zaprezentowali się ze słabej strony, przegrywając z Meksykiem 0:1. A przecież wynik mógł być dla nich znacznie gorszy, gdyby tylko rywale byli bardziej skuteczni. W meczu o wszystko bardzo długo męczyli się ze Szwedami i wygrali dopiero po strzale Toniego Kroosa w ostatniej akcji meczu. I kiedy wydawało się, że to był moment przełomowy, to męczarnie wróciły na potyczkę z Koreą Południową. Niemcy musieli wygrać, ale przegrali i zajęli ostatnie miejsce w grupie.

 

Joachim Loew utrzymał pozycję selekcjonera reprezentacji, a w kraju zaczęto szukanie winnego bądź też winnych. Oczywiście oberwało się trenerowi - głównie za przywiązanie do nazwisk, a przede wszystkim za niezabranie do Rosji mającego za sobą genialny sezon Leroya Sane. Teraz "Bild" podaje kolejne przyczyny gorszej dyspozycji piłkarzy. I są one dosyć niespodziewane.

 

Jak wynika z tych doniesień, niemieccy piłkarze nie znali umiaru, jeśli chodzi o... gry komputerowe. Miało dojść nawet do takich przypadków, że potrafili nie spać do późnych godzin nocnych, co miało przełożyć się na brak koncentracji podczas porannych treningów. I nie, nie działo się to przed rozpoczęciem turnieju, tylko w trakcie jego trwania. Reakcja działaczy była stanowcza, po prostu... odłączyli im WiFI! I na tym gry się skończyło, choć jak się też okazało - gra na mundialu również.

 

Jeśli kogoś to interesuje, to zawodnicy mieli grać głównie w takie gry jak FIFA czy Fortnite.