Do pojedynku z Meerschaertem trudno było przyczepić się do Polaka, który w UFC wygrał dwie walki i pozostawał niepokonany w zawodowej karierze. W debiucie dla największej organizacji świata pewnie pokonał na punkty Jonathana Wilsona, by w lutym tego roku znokautować Tima Williamsa już w pierwszej rundzie. Na ceremonii ważenia zmieścił się w limicie wagi średniej - podobnie jak jego przeciwnik.

Pierwsza runda również przebiegała pod dyktando Piechoty, który szybko sprowadził pojedynek do parteru. Tam miał pełną kontrolę nad rywalem, ale w pewnym momencie walka wróciła do stójki. Polak tym razem powalił Meerschaerta ładnym prawym sierpem, ale nie zdołał skończyć walki na ziemi. W ostatnich sekundach Amerykanin przejął jeszcze inicjatywę, ale pierwsze pięć minut zdecydowanie można było zapisać na konto Piechoty.

W kolejnej odsłonie tak różowo już jednak nie było. Po rozpoznawczych kilkudziesięciu sekundach Meerschaert ruszył do zdecydowanego ataku czym zaskoczył Polaka. W ciągu następnych kilku minut zasypywał naszego zawodnika gradem ciosów zarówno w stójce, jak i parterze. Piechota był bezradny, a w ostatnich chwilach drugiej rundy jego przeciwnik spróbował jeszcze duszenia zza pleców. Na pięć sekund przed końcem sędzia Chris Tognoni sprawdził czy Piechota reaguje na jego komendy i dotknięcia, a gdy Polak nie dawał znaku życia, przerwał walkę. "Imadło" jeszcze długo nie podnosił się z maty.

Tym samym zawodnik z Gdyni zaliczył pierwszą porażkę w karierze.

Oskar Piechota (11-1-1, 5 KO, 5 SUB) przegrał z Geraldem Meerschaertem (28-9, 6 KO, 20 SUB) przed duszenie zza pleców w drugiej rundzie (4:55).