Dla przykładu warto zaznaczyć, że w pierwszej rundzie walki Stipe Miocica z Danielem Cormierem, która i tak nie trwała 5 minut, obaj wyprowadzili 54 ciosy! A Ngannou i Lewis rozczarowali w każdej sekundzie starcia, które miało rozgrzać fanów przed daniem wieczoru. Żaden z nich nie chciał ryzykować, wobec czego mogliśmy oglądać 15 minut chodzenia po oktagonie i praktycznie żadnego zrywu. Po trzech wyjątkowo nudnych rundach sędziowie przyznali zwycięstwo "Czarnej Bestii", która faktycznie zrobiła nieco więcej, by wygrać.

 

- To był okropny występ. Wiem, że nie zasługuję na walkę o pas. Wierzę, że ta walka bardziej mi zaszkodziła, niż pomogła. Nawet jeśli wygrałem, to cofnęło mnie to o dwa starcia - przyznał zwycięzca.

 

Swoje dorzucił też Ngannou, który wystosował specjalne oświadczenie na Twitterze.

 

- Nie jestem dumny z ostatniego występu. Nosiłem ze sobą strach z ostatniej walki do tej. Rozumiem frustrację i złość, którą dałem fanom, trenereom, kolegom z ekipy, rodzinie i przyjaciołom i szczerze za to przepraszam. Nikogo już więcej nie zawiodę. Wszystko, co mogę teraz zrobić, to udowodnić coś sobie i sprawić, byście znowu byli ze mnie dumny - napisał.

Można się śmiać, ale wychodzi na to, że najlepszy cios miał miejsce... jeszcze na ceremonii ważenia.