Od Evertonu do Barcelony w kilka dni! Malcom miał być jednym z najbardziej smakowitych kąsków tego okienka transferowego i jako wielki talent z Ligue 1 był łączony z wieloma klubami. Brazylijczykiem, który w zeszłym sezonie popisał się 12 golami i 7 asystami interesował się Everton, który był gotowy wyłożyć ponad 30 milionów euro - na Goodison Park trafił jednak inny z latynosów, Richarlison.
 
Sieci na Malcoma zarzuciła więc AS Roma, która była już wręcz gotowa na ogłoszenie transferu Brazylijczyka za 35 milionów euro. 22-latek miał przylecieć do Rzymu na testy medyczne, a na lotnisku... czekali na niego kibice Giallorossich. Cała akcja spaliła jednak na panewce, bowiem do gry wkroczyła FC Barcelona.
 
Hiszpański gigant zaproponował Bordeaux 41 mln, nieznacznie przebijając ofertę rzymian i Malcom w przyszłym sezonie zagra na Camp Nou. Dla Barcelony był on planem B w wypadku problemów ze sprowadzeniem Williana. Chelsea nie chciała oddać swojej kluczowej postaci. Brazylijczyk podpisze kontrakt na pięć lat, a zarabiać będzie 5 milionów euro rocznie.
 
 
Na Dumę Katalonii spłynęła fala krytyki. Internauci wytykają im, że jest to rewanż za wstydliwą porażkę w ćwierćfinale Champions League, gdy rzymianie odrobili kosmiczne straty z Camp Nou (1:4) i mimo to awansowali do półfinału. Historia zna już takie przypadki, gdy klub przechwytywał zawodnika na ostatniej prostej. Nie trzeba nawet daleko szukać - wspomniany Willian był już jedną nogą w Tottenhamie, gdy w ostatniej chwili jego kontrakt przechwyciła Chelsea.