Tomasz Lorek: Wielu u przed laty świetnych żużlowców takich jak Anders Michanek, który wykręcił komplet punktów na Ullevi w Goeteborgu, był jeszcze m.in. Per Jonsson czy pięciokrotny mistrz świata Ove Fundin. Teraz ty jesteś numerem drugim w szwedzkim żużlu, za plecami Fredrika Lindgrena. Co się dzieje, że obecnie wasz kraj nie produkuje takich genialnych zawodników jak kiedyś?

 

Oliver Berntzon: To bardzo dobre pytanie. Być może to jest kwestia wejścia w zbyt duże buty, ponieważ mamy tyle legend i nie jest łatwo wejść w ich buty, ponieważ to byli wielcy, wielokrotni mistrzowie.

 

Na torze i poza nim…

 

… dokładnie. Wiele lat temu mówiło się, że AJ (Andreas Jonsson red.) będzie następcą Tony’ego (Rickardssona red.), ale nie do końca mu się to udało. Odkąd Tony zakończył karierę, od ponad dziecięciu lat jesteśmy trochę w odwrocie. To nie tylko zależy od Andreasa i Fredrika, aby dobrze reprezentowali Szwecję, ale musi być nas zdecydowanie większa liczba, która wskoczy na wyższy poziom.

 

Patrząc jednak na dokonania AJ’a, który odjechał 850 biegów w Grand Prix, wygrał 9 rund w cyklu, sięgnął po wicemistrzostwo świata w 2011 roku, zdobył 1367 punktów oraz był stałym uczestnikiem walki o IMŚ w latach 2002-2016, to nie powiedziałbym, że to zła kariera. Osiągnął naprawdę wielki sukces.

 

Absolutnie. To stuprocentowa prawda. AJ miał świetną karierę, był znakomitym ambasadorem szwedzkiego żużla, ale nie możesz go porównać do Tony’ego lub Ove, prawda? Był na topie, ale nie mógł postawić tego ostatniego kroku. Sam nie wiem co trzeba zrobić, aby tego dokonać, ponieważ jest nie wielu zawodników, którzy to uczynili. Myślę, że potrzebne jest dużo szczęścia i tyle samo ciężkiej pracy, aby dostać się tam. Oczywiście zarówno ja, Freddie oraz inni młodzi szwedzcy żużlowcy robią wszystko, aby to zrobić.

 

Wiemy, że zdobywasz dużo punktów wespół z Patrykiem Dudkiem w lidze szwedzkiej w barwach Dackarny Mallila, ale co sprawia, że czujesz się zrelaksowany? Wybierasz się na ryby? Na polowanie? A może po prostu nic nie robisz? Jaki jest najlepszy przepis według Oli Berntzona na relaks?

 

Trening to mój sposób na relaks. Uwielbiam biegać, jeździć na moim rowerze i tym zajmuję się pomiędzy meczami, kiedy mam wolne. Kiedy mam wolny weekend, to lubię spędzać go z moją dziewczyną i tylko tego mi trzeba w moim życiu.

 

Lubisz jeździć w głąb lasu, być w kontakcie z naturą lub trzymasz się od tego z dala?

 

Niekoniecznie, wybieram się do lasu czasami, kiedy biegam, ale to tyle.

 

Wiemy, że Szwecja posiada wielkich muzyków. Czy ty masz jakiś ulubiony zespół? Australijscy żużlowcy uwielbiają AC/DC, a co tobie siedzi w głowie?

 

Przez całe moje życie słucham prawie każdej muzyki. Niekoniecznie jest to hard rock lub coś w tym stylu.

 

Bardziej w kierunku jazzu?

 

Niekoniecznie (śmiech), bardziej pop, muzyka normalna. Oczywiście to co stało się z Avicii (szwedzki DJ, producent muzyczny, autor tekstów, który popełnił samobójstwo red.) było niczym wbicie noża w nasze szwedzkie serca, to była wielka tragedia, ale tak już jest.

 

Antonio Lindbaeck to świetny żużlowiec, który wraca do Grand Prix po awansie uzyskanym w Grand Prix Challenge w Bawarii. Kiedy obserwujesz go jak się ściga oraz jaki jest elastyczny na różnych motocyklach – od jazdy po Alpach, po freestyle, nie myślisz sobie „hej dlaczego nie zaprosisz mnie do Brazylii po sezonie, w okresie zimowym, aby mógł zobaczyć trochę inny kawałek świata?”.

 

Każdy zawodnik ma swoje ulubione zajęcia, którymi się zajmuje. Anton ma swoje. To dobrze dla Szwecji, że wrócił do Grand Prix i miejmy nadzieję, że tym razem się w nim utrzyma.

 

Czy Gniezno dla ciebie jest idealnym miejscem w tym momencie, aby zrobić kolejny krok do przodu?

 

Jasne. Gniezno jest obecnie dla mnie bardzo dobrym miejscem. Wciąż jeszcze nie miałem takiego występu jakie notuje w lidze szwedzkiej, ale miejmy nadzieję, że przed nami jeszcze sporo spotkań.

 

Rozmowa z Oliverem Berntzonem w załączonym materiale wideo.