Ale to już niestety przeszłość. Z naciskiem na „niestety”. Tendencja braku nerwowych ruchów na stanowiskach prezesowsko-dyrektorskich nie trwała za długo. W Płocku nie ma już Dariusza Dźwigały, w Sosnowcu Dariusza Dudka. Wyniki prowadzonych przez nich drużyn może specjalnie nie powalały, ale zdecydowanie uważam, że w obu miejscach się pospieszono. Albo bardziej dosadnie – nie wytrzymano ciśnienia. Znów przypomina mi znane od dawna stwierdzenie, że skoro ktoś zatrudniający tak szybko przestaje ufać swojemu podwładnemu ponosi winę za oddanie mu w ręce prowadzenia zespołu. Innymi słowy, sam powinien podać się do dymisji. Bo dokonał niewłaściwego wyboru.


Oczywiście, oba komunikaty i ich forma przekazane były w zawoalowany sposób. Rozstano się w zgodzie, za porozumieniem stron, a „Dudi” niby sam stwierdził, że nie jest już w „stanie” tego pociągnąć. Tylko czy ktoś w to naprawdę wierzy? Po co zatem było chwalone przeze mnie przedłużanie jego umowy jakiś czas temu, gdy zespół był jeszcze w 1. lidze? Czy klub dokonał faktycznie takich ruchów kadrowych, które mogły zwiastować lepsze wyniki od tych obecnych? Proponuję przeanalizować kadrę Zagłębia i odpowiedzieć na to pytanie.

 

Dźwigały szkoda mi tym bardziej. Miał posadę w reprezentacji Polski do lat dziewiętnastu, wykonywał swoją pracę sumiennie, a do Płocka trafił głównie dlatego, bo tuż przed startem ligi Wisłę opuścił Jerzy Brzęczek, udając się wiadomo w jakim kierunku. Federacja zgodziła się więc w formie zadośćuczynienia puścić Dźwigałę do Wisły, która znalazła się w trudnym momencie tracąc trenera na ostatniej prostej przygotowań do rozgrywek.

 

Na okres przygotowawczy i dobór piłkarzy nie miał już więc dużego wpływu. Ale projekt wydawał się ciekawy, wizje roztaczano długofalowe, mając zaostrzony apetyt po piątej lokacie z wiosny 2018 roku. Drużyna z pewnością nie grała tragicznie, wygrała wysoko na Legii, w kadrze narodowej znalazło się dwóch „Nafciarzy”, Adam Dźwigała i Damian Szymański, a niektórzy domagali się także powrotu do niej Dominika Furmana.

 

Przytrafiło się parę kontuzji, niewykorzystanych sytuacji, parę transferów (czyich?) nie „wypaliło” i okazało się, że trener już się nie nadaje. Litości…


Zarówno w Sosnowcu jak i w Płocku tłumaczą się, że przerwa na reprezentację to najlepszy czas na zmiany, bo nowy trener na pokładzie będzie miał więcej dni na przemianę drużyny. Ale czy „stary” nie miałby więcej wiedzy i narzędzi jak tego dokonać? Efekt nowej miotły znów pewnie na jakiś czas zadziała. Co będzie potem? Wiadomo. Zima. I kolejne transfery...