Choć indywidualne sukcesy Kamila Stocha pod wodzą Horngachera robią wrażenie, to bezsprzecznie największym osiągnięciem austriackiego szkoleniowca jest podniesienie poziomu całej kadry.

 

Niespełna rok od jej objęcia doprowadził biało-czerwonych do pierwszego w historii złotego medalu mistrzostw świata w konkursie drużynowym (Lahti 2017). Duży postęp zrobił wówczas Maciej Kot, który chwalił "austriacką szkołę". Horngacher nie potrafił dokładnie sprecyzować na czym polega jej specyfika.

 

"Na pewno w Austrii mamy długą tradycję skoków. Jest wiele szkół i bystrych ludzi, którzy robią plany treningowe i z roku na rok starają się cały ten system poprawiać" - powiedział w Finlandii.

 

Horngacher, którego cechuje kompleksowe podejście, idealnie wpisuje się w tę definicję. Nigdy nie skupiał się na samym Stochu, każdy zawodnik jest dla niego tak samo ważny. W Lahti z wywalczonego indywidualnie brązowego medalu cieszył się Piotr Żyła, bardzo dobrze skakać zaczął Dawid Kubacki, a odkryciem poprzedniego sezonu był 32-letni obecnie Stefan Hula. W sobotę natomiast w składzie na wygrany przez Polaków w Wiśle konkurs drużynowy znalazł się Jakub Wolny.

 

Austriak przekonał Polski Związek Narciarski do inwestycji w technologie i stworzył w kadrze naukowe zaplecze. Dużym wsparciem jest m.in. fizjolog doktor Harald Pernitsch, który monitoruje organizmy skoczków, na podstawie czego dobierane jest obciążenie treningowe. Polem wciąż pozostającym do poprawy są prędkości najazdowe.

 

W marcu Horngacher zaskoczył PZN zgadzając się na przedłużenie umowy tylko o rok, a w dodatku przedstawił listę warunków. Związek od razu chciał go zakontraktować na cztery lata, a kiedy to okazało się nierealne, to przynajmniej na dwa sezony.

 

Takiemu zachowaniu trenera trudno się dziwić. Niezwykle ambitny, ogarnięty żądzą zwyciężania szkoleniowiec doskonale wie, że sukcesy są możliwe tylko przy ciągłym dążeniu do doskonałości. Osiadanie na laurach nie wchodzi w grę. Poza tym w czerwcu PZN czekały wybory prezesa i choć urzędujący Apoloniusz Tajner był ich zdecydowanym faworytem, to zawsze mogło się zdarzyć, że wygrałby je ktoś mniej przychylny jego pomysłom. - Oczywiście nie mogę zdradzić szczegółów tego, co dokładnie Stefan od nas oczekiwał, ale mogę potwierdzić, że wszystko zostało zrealizowane. Reprezentacja została dofinansowana kwotą około 300 tysięcy złotych - powiedział Tajner. Wyniki pokazują, że nie są to pieniądze zmarnowane, a co więcej kadra sprawia wrażenie samonapędzającej się maszyny. Nic bowiem tak nie przyciąga sponsorów, jak sukcesy.

 

Horngacher ma dopiero 49 lat, a już zapracował na miano szkoleniowca, którego system inni starają się naśladować. Ostatecznym dowodem na wyższość jego metod może być złoty medal zdobyty w konkursie drużynowym igrzysk w Pekinie w 2022 roku. Pozostanie do tego czasu nad Wisłą wydaje się być scenariuszem całkiem realnym.

 

Pesymiści przewidują natomiast, że trener zamieni Polskę na Niemcy. Pracujący z tamtejszą kadrą Werner Schuster już wcześniej poinformował, że obecny sezon jest jego ostatnim w tej roli. O przenosinach miałyby przesądzić względy rodzinne, bo Horngacher mieszka w Titisee-Neustadt.

 

Rozmowy na temat przedłużenia kontraktu mają ruszyć po mistrzostwach świata w Seefeld, które zakończą się 3 marca.