Spośród kilkuset imprez sportów motorowych organizowanych w Polsce są takie, które cieszą się szczególną popularnością wśród kibiców...

 

Michał Sikora: W rozpoczynającym się sezonie Polski Związek Motorowy skupia się na dwóch, z naszego punktu widzenia, bardzo ważnych imprezach, których przeprowadzenie trudno byłoby udźwignąć poszczególnym klubom. Decyduje o tym zarówno ich skala, jak i bardzo duże budżety. Jedna to oczywiście Rajd Polski, druga najstarsza - po Monte Carlo - tego typu impreza w świecie. W tym roku odbędzie się w okolicach Mikołajek jego 76. edycja, ponownie w randze rundy mistrzostw Europy.

 

Zmienił się termin Rajdu Polski...

 

I bardzo nas to cieszy, bo ostatni weekend czerwca jest dla nas bardziej dogodną datą. Liczymy, że po słabszej frekwencyjnie edycji 2018, kibice, w tym już wakacyjno-urlopowym okresie, chętnie powrócą na piękne mazurskie trasy i rajd odzyska swój blask. Oczywiście nie składamy broni i liczymy w przyszłości na powrót do cyklu WRC. Cały czas mamy furtkę otwartą, prowadzimy rozmowy z Międzynarodową Federacją Samochodową (FIA). Zasadnicza jest jednak kwestia finansowania. Musimy pozyskać stabilnego sponsora na co najmniej trzy sezony i nie tracimy nadziei, że w przyszłości się to uda.

 

Rajd Polski odbędzie się w połowie roku, wcześniej natomiast rozpocznie się rywalizacja o tytuł mistrza świata na żużlu. Czy duże jest zainteresowanie zawodami w Warszawie?

 

To druga z naszych sztandarowych imprez. Speedway Grand Prix, która odbędzie się 18 maja na PGE Narodowym, mimo trudnych początków bardzo szybko stała się swego rodzaju ikoną cyklu. Promotor mistrzostw świata od dawna dążył do wprowadzenia żużla na duże obiekty, gdzie układana jest sztuczna nawierzchnia. W tej chwili jednak zostały tylko dwie takie imprezy – w Warszawie i w Cardiff. Podejmowane były próby w Sztokholmie, Kopenhadze, w Australii, ale nie do końca się to udawało. My, dzięki naszym kibicom, którzy są naprawdę fanatykami żużla, możemy to robić i staramy się, aby cała impreza była ciekawa i emocjonująca. Fani odpłacają się nam przyjeżdżając tłumnie do Warszawy.

 

Czy w tym roku trybuny znowu będą pełne?

 

Na dziś jesteśmy już w okolicy 45 tysięcy osób, więc przy pojemności 53 tys. wejściówek zostało już niewiele. Z każdym tygodniem ubywa po kilkaset biletów. To będzie wielkie rozpoczęcie biało-czerwonego sezonu, bowiem warto przypomnieć, że ponownie zakończy się on w Polsce, w Toruniu. Mamy nadzieję, że na podium, a w szczególności na najwyższym stopniu, stanie któryś z naszych zawodników. Liczymy, że Maciek Janowski, Patryk Dudek bądź Bartek Zmarzlik wreszcie postawi kropkę nad i zdobywając tytuł. Polski żużel zasługuje na to już od lat.

 

Wiele związków sportowych boryka się z problemami finansowymi. Jak na tym tle wygląda sytuacja PZM?

 

Skupiamy cztery dyscypliny sportów motorowych, nie wspominając już o turystyce czy imprezach dla niepełnosprawnych kierowców, i nie jest łatwo zaspokoić wszystkie potrzeby. Liczba zawodników, startów krajowych i zagranicznych jest tak ogromna, że trzeba ustalić pewne priorytety. Jeśli chodzi o samą stabilność związku, wynika ona z naszej działalności gospodarczej. Już od blisko 70 lat celem PZM było i jest uzyskanie samowystarczalności, pozwalającej finansować sporty motorowe w oparciu o własne środki. Dodatkowe pieniądze z budżetu państwa pomagają nam natomiast na pokrycie ekstra wydatków, jak choćby wyjazd kadrowiczów na zawody najwyższej rangi - w tym roku na motocyklową Sześciodniówkę i mistrzostwa świata w motocrossie w Holandii.

 

Bez pomocy sponsorów nie wszystko pewnie udałoby się zrealizować?

 

Warto zaznaczyć, że środki budżetowe, pozyskiwane przez PZM, są niewielkie, w granicach kilku procent kosztów działalności sportowej. Ograniczają się właściwie do kwestii szkolenia najmłodszych i wsparcia dwóch wspomnianych imprez. A dzięki pomocy sponsorów żużlowa kadra Polski ma zapewnione dobre warunki przygotowań. To wsparcie jest tym ważniejsze, że przed nami niełatwy sezon. Choćby z tego względu, że Speedway of Nations odbędzie się w dalekim rosyjskim Togliatti. To kosztowny wyjazd, a dodatkowo musimy jeszcze wcześniej przejść eliminacje. Jest to wyzwanie, gdyż zmiana formuły z drużynowej czwórki na mistrzostwa par wyrównuje szanse innych krajów. Z drugiej strony to cieszy, bowiem żużel, który u nas się świetnie rozwija, w innych krajach przeżywa pewne trudności. Zawody par dają możliwość bardziej otwartej rywalizacji, czego dobrym przykładem jest Rosja. Po ubiegłorocznym zwycięstwie we Wrocławiu właśnie ten kraj będzie organizował turniej finałowy 2019.

 

Wiele zawodów, szczególnie motocyklowych, odbywa się poza zamkniętymi obiektami. Jakie działania podejmuje PZM, aby zapobiegać ich negatywnym skutkom dla naturalnego otoczenia?

 

Już od 25 lat obowiązuje Kodeks Ochrony Środowiska FIM (Międzynarodowa Federacja Motocyklowa – PAP), a od dekady działa w naszym związku zespół fachowców, który opracował krajowy Kodeks, obowiązujący wszystkich uczestników zawodów pod egidą PZM. Podczas imprez w terenie stosowane są np. "maty środowiskowe", zapobiegające przedostaniu się do podłoża niebezpiecznych substancji. Po każdych zawodach prowadzona jest również drobiazgowa inspekcja terenu. Do zmniejszenia szkodliwości sportów motorowych dla środowiska naturalnego przyczynia się także postęp techniczny. Współczesne pojazdy sportowe są znacznie bardziej przyjazne dla przyrody niż te sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat.

 

Już sama organizacja zawodów w terenie to wyzwanie...

 

Oczywiście, że nie jest to łatwe. Jeśli w praktyce nie ma problemu z motocrossami czy rajdami samochodowymi, nie mówiąc już o żużlu, to rywalizację typu trial, enduro czy rajdy samochodów terenowych coraz trudniej przeprowadzić. Samochodowe rajdy terenowe na szczęście znalazły swoje miejsce na poligonach. Tam, gdzie w tygodniu jeżdżą czołgi, w weekendy mogą ścigać się pojazdy sportowe. Znacznie gorzej jest z motocyklowymi rajdami enduro. Ustawa o lasach zabrania wstępu na te obszary, co skłania nas do poszukiwania innych rozwiązań. Przykładem mogą być zawody tzw. Enduro Sprintu, gdzie praktycznie eliminuje się odcinki dojazdowe, a pozwala zawodnikom rywalizować na próbach specjalnych. Szybko rozwija się halowa odmiana tego sportu tzw. Super Enduro, tak mocno spopularyzowane przez naszego mistrza Tadeusza Błażusiaka. Wszystko wskazuje na to, że właśnie w tym kierunku podążać będą dyscypliny odbywające się dotychczas w otwartym terenie.