Kibice uznali, że to ważniejsze niż nowy stadion. Na rozpoczęcie prac przeznaczone były pierwotnie te pieniądze, radni zdecydowali o ich "przesunięciu".

Negatywna decyzja radnych oznaczałaby, że licencja dla 14-krotnego mistrza Polski byłaby zagrożona, a w konsekwencji mogłaby mu grozić upadłość.

Czwartkowym obradom przysłuchiwała się kilkudziesięcioosobowa grupa sympatyków "Niebieskich", którzy szczelnie wypełnili widownię. Musieli się wykazać cierpliwością, bowiem głosowanie interesującej ich uchwały zostało przeniesione na sam koniec trwającej ponad pięć godzin sesji.

Radni przegłosowali formalnie podniesienie limitu pożyczek udzielanych przez prezydenta z 4,5 mln do 22,5 mln. Żeby pożyczyć Ruchowi pieniądze "zabrano" nie tylko z budowy stadionu (11 mln.), ale i wielu innych zaplanowanych miejskich inwestycji, m.in. drogowych. Przeciw pożyczce była komisja budżetu i gospodarki.

- Zadłużenie klubu to nie jest wina radnych. To przecież właściciel doprowadził do tej sytuacji. Wiarygodność spółki jest zerowa, a my mamy udzielić jej takiego limitu? Ruch wystąpił do nas o wsparcie dopiero 15 marca, czyli dwa tygodnie temu. A wysokie - nie do końca nam znane - zadłużenie spółki powinno skutkować jej upadłością - argumentował szef komisji Krzysztof Hornik.

Radny Waldemar Kołodziej domagał się odpowiedniego zabezpieczenia pożyczki, na przykład cesją praw do zawodników, majątkiem współwłaścicieli, "wyzerowania" zadłużenia Ruchu także przez jego prezesa, przeprowadzenia audytu, wdrożenia planu naprawczego.

Brawa od kibiców otrzymał Jan Skórka, wyjaśniający, że "to nie jest pożyczka od władz miasta, tylko od każdego mieszkańca płacącego w Chorzowie podatki". Z mównicy padały głosy o konieczności wyjaśnienia mieszkańcom sytuacji Ruchu i zasad udzielonej mu pożyczki.

Przewodniczący rady miejskiej Jacek Nowak obawiał się, że klub pożyczki nie odda, a za kilka lat miasto zamiast pieniędzy dostanie kolejną transzę akcji Ruchu i stanie się właścicielem zadłużonej spółki.

- Nawet przy ubieganiu się o niewielki kredyt potrzebna jest sterta dokumentów. My dostaliśmy jedną stronę z wnioskiem o 18 mln. Według notowań giełdowych Ruch jest wart dziś nieco ponad 6,5 mln złotych, a ma już 40 mln długów, jego roczne koszty funkcjonowania wynoszą 13-14 mln i ubiega się o pożyczkę. Jaki bank by jej udzielił w takiej sytuacji? - zastanawiał się Nowak.

Prezydent Chorzowa Andrzej Kotala przekonywał, że władze miasta powinny mieć większy wpływ na finanse klubu. - Różnie w Ruchu bywało, ale nigdy tak źle jak teraz. Nie wiem, ile prezes Ruch włożył w niego własnych pieniędzy i gdzie one się rozeszły. Jesteśmy zmuszeni do podjęcia bardzo trudnej decyzji. Na piłce w Polsce się nie zarabia. Przynajmniej nie na tym poziomie - zaznaczył.

Zabezpieczeniem spłaty pożyczki mają być m.in. majątki prywatnych udziałowców klubu. Na sali atmosfera była bardzo nerwowa, wielu radnych zabierało głos, tuż przed głosowaniem ogłoszono jeszcze dodatkową przerwę. Obecny na sali Dariusz Smagorowicz nie zabierał głosu. Ogłoszenie wyniku głosowania kibice przyjęli stadionową przyśpiewką.

Chorzowianie "przeinwestowali" po wywalczeniu wicemistrzostwa w 2012 roku. Potem klub korzystał z usług firmy zapewniającej płynność finansową, a konto przyszłych wpływów m.in. ze sprzedaży praw telewizyjnych. Nie wszystkie te pożyczki zostały w całości spłacone, a niedawno kontrahent, po zmianach właścicielskich, postanowił zakończyć współpracę i zażądał natychmiastowego uregulowania zobowiązań. Ruch podpisał przed świętami porozumienie z funduszem, które zakłada redukcję długu z ok. 22 do 12 mln zł.

Po czwartkowej decyzji radnych i zawarciu umowy o pożyczce, Ruch będzie miał długi "wewnętrzne", czyli wobec swoich udziałowców. Akcje spółki należą m.in. do samorządu i prezesa klubu Smagorowicza.