Anglik zrobił to, co zapowiadał: był cierpliwy, ale konsekwentny w swoich działaniach. Złoty medalista igrzysk olimpijskich sprzed czterech lat jak widać uczy się szybko, ci którzy wątpili, że mając przeboksowane niespełna 32 rundy na zawodowych ringach można zostać mistrzem, zapewne są zaskoczeni, ale wygląda, że Anthony Joshua, to jednak ktoś naprawdę wyjątkowy. Ktoś, kto ma nie tylko wspaniałe warunki fizyczne i sylwetkę modelowego atlety, ale też spore już umiejętności. A przy tym jest bardzo skromny, czemu dał wyraz wypowiadając się zaraz po walce. Podkreślił to zresztą jego promotor, Eddie Hearn, twierdząc, że kogoś równie skromnego, jak żyje nie spotkał.

 

A ojciec Eddiego, Barry Hearn, legenda promotorskiego fachu na Wyspach Brytyjskich dodał do tego znamienne słowa: kiedy mieliśmy Nigela Benna i Chrisa Eubanka wydawało się, że nie może być lepiej. A teraz jest Joshua, który już teraz jest wielką gwiazdą. A kim będzie w przyszłości ? Mega gwiazdą, i to nie tylko brytyjskiego, ale i światowego sportu.

 

I trudno się z nim nie zgodzić, choć zapewne jeszcze wiele trudnych testów i wielkich wyzwań przed nim. Walka z Martinem, który po pas IBF sięgnął w styczniu tego roku, była łatwa. Chyba nikt nie sądził, że aż tak łatwa. I choć Amerykanin był kompletnie niesprawdzonym mistrzem (niespełna trzy miesiące temu zdobył tytuł wygrywając w trzecim starciu na skutek kontuzji kolana Ukraińca Wiaczesława Głazkowa), to łudzono się, że może pokonać Anglika. Podkreślano, że bije mocno (21 nokautów w 23 zwycięskich pojedynkach), warunkami fizycznymi nie odstaje od boksera z Londynu, a przy tym jest leworęczny.

 

A Joshua ostatni raz z pięściarzem leworęcznym walczył w finale igrzysk olimpijskich, w 2012 roku. Był nim Roberto Cammarelle, złoty medalista igrzysk w Pekinie (2008). I każdy, kto widział tę walkę nie ma chyba wątpliwości, że tego dnia gospodarzowi pomogły ściany. Anthony Joshua miał bowiem spore problemy z doświadczonym Włochem.

 

Ale z Martinem nie miał żadnych. Najpierw ustawił go ciosami na korpus, a później spokojnie szukał głowy. Kiedy po precyzyjnym potężnym prawym „Książe Karol” po raz pierwszy runął na deski koniec wydawało się bliski. I tak właśnie było. Kolejna, prawa kontra po zwodzie była bliźniaczo podobna do pierwszej i Amerykanin znów się przewrócił. Wstał na „10”, ale sędzia przerwał walkę. Być może za wcześnie, ale jestem przekonany, że nie miało to większego znaczenia. Gdyby została wznowiona, to Joshua raz jeszcze zrobiły to samo.

 

Charles Martin stracił pas w pierwszej obronie, cieszył się nim niespełna krótko, ale z biznesowego punktu widzenia może być zadowolony. Zarobił kilka milionów dolarów, więc nie powinien narzekać. To była owocna wyprawa po kasę. Czy wróci jeszcze na tron? Śmiem wątpić, Joshua go obnażył i jeśli nawet w przyszłości dostanie jeszcze szansę, to nie wydaje mi się, by potrafił ją wykorzystać.

 

A Joshua powinien panować znacznie dłużej. Ma talent, charakter i szybkość, która przy tych gabarytach jest imponująca. Zgadzam się jednak z Lennoxem Lewisem, mistrzem olimpijskim z Seulu (1988), który twierdzi, że czas na poważne wyzwania dopiero przed czempionem IBF. Lewis zanim został wielkim mistrzem zawodowych ringów przeżył gorycz porażki z Oliverem McCallem. Został znokautowany w Londynie, na oczach swojej publiczności, ale to go tylko wzmocniło.

 

Anthony Joshua na razie sam nokautuje jednego rywala po drugim: 16 walk, 16 nokautów, niespełna 34 rundy i pas mistrzowski organizacji IBF w jego rękach. Ale to niejedyny mistrz wagi ciężkiej na Wyspach Brytyjskich. Nie byłoby tego tytułu dla Anthony’ego gdyby nie Tyson Fury i jego sensacyjna, ubiegłoroczna wygrana z Władimirem Kliczką, któremu odebrał trzy prestiżowe pasy. Jeden z nich (właśnie IBF) szybko mu odebrano, na czym skorzystał Martin. Teraz ma go Joshua.

 

27-letni Fury już mu pogroził palcem, walka między nimi wydaje się być nieunikniona, ale wcześniej Tyson musi pokonać w rewanżu Kliczkę. 9 lipca w Manchesterze dojdzie do pojedynku z Ukraińcem. Tego samego dnia do pierwszej obrony mistrzowskiego pasa ma przystąpić Anthony Joshua. Za wcześnie jeszcze na nazwisko rywala, ale faktycznie, Anglicy mają z czego się cieszyć. W gronie 12 mistrzów świata, mają dwóch czempionów wagi ciężkiej. Inni mogą im tylko zazdrościć.