Kołtoń: Narodowe "racowisko" - finał Pucharu Polski uratował Malarz!

Piłka nożna

Prezes PZPN Zbigniew Boniek od początku chciał złagodzić przepisy w stosunku do ultrasów - również jeśli chodzi o pirotechnikę. Myślał o tym przez cztery lata swojej kadencji. Jednak jestem przekonany, że 2 maja 2016 roku zmienił zdanie.

Boniek ma pełną świadomość, że finał Pucharu Polski uratował Arkadiusz Malarz. Bramkarz Legii nie uląkł się rac, nie udawał - ba, nawet gdy został trafiony racą, przeszedł nad tym do porządku dziennego: w imię kontynuowania sportowej walki. A Arkadiusz Malarz śmiało mógł paść na murawę. Czekać na interwencję lekarza. Doprowadzić do przerwania meczu przez sędziego Szymona Marciniaka - meczu, który w pewnym momencie przeistoczył się w narodowe "racowisko". Golkiper Legii jednak nie chciał walkowera - chciał zwycięstwa w sportowej walce. Dlatego zaryzykował swoim zdrowiem. Naprawdę miejmy świadomość, że finał PP A.D. 2016 uratował bramkarz - swoją determinacją i odwagą. I Boniek ma taką świadomość, czemu dał wyraz w rozmowie z Marcinem Lepą w studio Polsatu Sport.

 

"Zibi" - takie mam wrażenie - aż kipiał ze złości na zachowanie ultrasów Lecha. Mówił o naruszeniu umowy, jaka była przed finałem. Zapowiedział sankcje Wydziału Dyscypliny PZPN. I tutaj nie może być „przeproś”. Race są prawnie zabronione. Jednak stanowią część kultury kibicowskiej w Polsce. Przepisy zostały jednak zaostrzone przez ekipę Donalda Tuska - w imię "dokręcania śruby" środowisku ultrasów. Jednak prezes PZPN - od początku swojej kadencji - wysyłał sygnał, że to błąd. Udało się uniknąć zagrożenia przy okazji pierwszego finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym - pomiędzy Zawiszą Bydgoszcz i Zagłębiem Lubin. Udało się również przy okazji ubiegłorocznego finału Legia - Lech. Tym razem sytuacja na kilkanaście minut wymknęła się spod kontroli…

 

Frustracja ultrasów Lecha jest ogromna. Jednak to nie tłumaczy zachowania, w którym naraża się zdrowie ludzi. Teraz każda dyskusja o zmianie przepisów będzie konfrontowana z obrazkami finału z 2016 roku, gdy kilkadziesiąt rac wylądowało na boisku. Kilkanaście z nich w pobliżu Malarza… Okazał się człowiekiem z krwi i kości, który walczył o sport. Bramkarze różnie reagują w takich sytuacjach. Brazylijczyk Dida z Milanu - w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w 2005 roku - został trafiony racą z sektora Interu i UEFA przyznała "Rosso-nerim" walkower. Numer stulecia wykonał Roberto Rojas, bramkarz Chile, który padł jak rażony piorunem w czasie spotkania z Brazylią w eliminacjach Mundialu 1990 roku. W jego pobliżu spadła raca. Jednak kilka dni po spotkaniu - po dokładnym obejrzeniu zapisu wideo - okazało się, że Rojas nie został skaleczony pirotechniką, a żyletką, którą ukrył w rękawicy! W eliminacjach Mundialu 2014 roku rac w swoim polu karnym w Podgoricy - w czasie meczu z Czarnogórą - doświadczył Polak Przemysław Tytoń. W eliminacjach EURO 2016 w Podgoricy doszło do skandalu - bramkarz Rosji, Igor Akinfiejew został trafiony racą i spotkanie zostało przerwane.

 

Malarz został trafiony, ale nie padł. Wykazał hart ducha, jednak Boniek ma świadomość, że zachowanie ultrasów Lecha było skandalem. Skandalem, który uderza w święto, jakim jest finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Ba, ten skandal uderza w aspiracje kibiców, aby środki pirotechniczne były dozwolone na polskich stadionach. Chwała Malarzowi, ale i chwała ultrasom Legii - żadna z setek rac odpalonych w ich sektorze, nie poleciała na murawę. Uhonorowali starania PZPN-u, aby to było święto wszystkich ludzi polskiej piłki - również ultrasów. Legioniści nie dali się sprowokować ekscesom ultrasów "Kolejorza". To też świadczy, że drogą, którą wybrał Bogusław Leśnodorski - dialogu z zagorzałymi fanami - przyniosła efekt. Co będzie jednak w Poznaniu, gdzie również Karol Klimczak i Piotr Rutkowski otworzyli się na środowisko ultrasów? Jaka będzie sankcja PZPN? Jak zareagują politycy, których za każdym razem straszy policja? To, co stało się na Stadionie Narodowym 2 maja 2016 roku, długo będzie się odbijało czkawką dla ludzi, którzy określają się ultrasami, ale dalecy są od rzucaniem racami, czy innymi przedmiotami w kierunku innych ludzi.

 

 

 

Roman Kołtoń, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze