Pindera: Cztery złote medale zostają w Kazachstanie

Sporty walki
Pindera: Cztery złote medale zostają w Kazachstanie
fot. PAP

Kolejne mistrzostwa świata kobiet w boksie zakończone. Najszczęśliwsze były dla gospodarzy, najczęściej słuchaliśmy w Astanie hymnu Kazachstanu.

Mistrzostwa były jednocześnie ostatnią kwalifikacją do igrzysk w Rio de Janeiro w trzech olimpijskich wagach (51 kg, 60 kg i 75 kg). Medalistki miały ją zapewnioną, niestety nie ma w tym gronie Polki. Najbliższa awansu i medalu była Sandra Drabik (51 kg), która przy dwóch remisowych werdyktach została uznana za pokonaną w ćwierćfinałowej walce z Laopeam Peamwilai. Tajka miała sporo szczęścia nie tylko w tym pojedynku. Moim zdaniem nie wygrała też z Francuzką Sarah Ourahmoune w półfinale, ale i tu mogła liczyć na przychylność sędziów. W finale nie miała nic do powiedzenia w starciu ze złotą medalistą ostatnich igrzysk olimpijskich, Nicole Adams, ale i tak pani sędzia Ana Martinez z Dominikany robiła co mogła punktując dla Tajki wszystkie rundy, co jest skandalem. To ona w walce z Drabik, przy remisie 38:38 opowiedziała się za Peamwilai.

 

Adams wywalczyła swój pierwszy tytuł mistrzyni świata. Angielka trzy razy zdobywała srebrne medale (w 2008 roku pokonała ją w finale Karolina Michalczuk), teraz wreszcie ma złoto, więc nic dziwnego, że cieszyła się nie mniej niż cztery lata temu w Londynie.

 

Równie mocno przeżywała swój kolejny sukces druga mistrzyni olimpijska, Claressa Shields. Amerykanka ma dopiero 21 lat i już komplet złotych medali. Wygrała igrzyska, dwukrotnie mistrzostwa świata, Igrzyska Panamerykańskie, a dwa miesiące temu turniej kwalifikacyjny w Buenos Aires, który zagwarantował jej olimpijski paszport. Jest też złotą medalistką Młodzieżowych Mistrzostw Świata z Albeny (2013), gdzie w finale, stosunkiem głosów 2:1 pokonała Elżbietą Wójcik. A gdzie jest dziś Polka, która rok później wygrała jeszcze Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie w Chinach?

 

Reprezentantka Tajwanu, Chen Nien – Chin, którą wtedy pokonała w finale i wcześniej w Sofii, w kwalifikacjach do tego turnieju, dotarła w Astanie do strefy medalowej. Przegrała z Shields, ale wywalczyła prawo startu w Rio de Janeiro.

 

Odrobiny szczęścia zabrakło tylko trzeciej ze złotych medalistek olimpijskich, najsłynniejszej w tym gronie, Katie Taylor (60 kg). Irlandka to ikona tej dyscypliny: pięciokrotna mistrzyni świata i sześciokrotna mistrzyni Europy. Tym razem wraca do domu z brązowym medalem, bo przegrała w półfinale z Estelle Mossely, która po raz pierwszy została mistrzynią świata. Francuzka w finale pokonała mistrzynię świata z Jeju (2014) z wyższej kategorii (64 kg), Rosjankę Anastasię Bieljakową. Czas na wielkie rewanże już w sierpniu, w Rio.

 

W Astanie najczęściej grano hymn gospodarzy: Kazaszki czterokrotnie stawały bowiem na najwyższym stopniu podium. Sygnał do zwycięstw dała najmniejsza i najlżejsza, obrończyni tytułu, Nazym Kyzaibaj (48 kg). Później hymnu Kazachstanu wysłuchały 24 letnia Dina Żołaman (54 kg) i Walentina Chałzowa (69 kg). Klamrę sukcesów zapięła najcięższa, Lazzat Kungeibajewa (plus 81 kg), wicemistrzyni z Jeju, wygrywając jednogłośnie po zaciętym, wyrównanym boju z Amerykanką Shadasią Green, dla której mistrzostwa w Astanie były pierwszym, międzynarodowym występem. Polki niestety przegrały na całej linii. Wracają bez medalu i olimpijskiej kwalifikacji. Gorzej być nie mogło, choć w ringu wstydu nie przyniosły, robiły co mogły.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze