Podopieczni Kasperczaka zajmują obecnie wysokie 47. miejsce w rankingu FIFA, dzięki czemu trafili do pierwszego koszyka z takimi potęgami, jak Algieria, Wybrzeże Kości Słoniowej i Senegal. Szkoleniowiec może mówić więc o wielkim szczęściu - z najgroźniejszymi rywalami zmierzy się prawdopodobnie dopiero na mundialu. Ze strefy CAF awansuje bowiem aż pięć zespołów.

Drugi mundial Kasperczaka jako trenera wydaje się więc bardzo realny. Polak ma coś do udowodnienia, bo jego pierwsza przygoda z MŚ w 1998 roku skończyła się na ostatnim miejscu w grupie. Tunezja przegrała 0:2 z Anglią i 0:1 z Kolumbią. Bramkowy remis z Rumunią nic już wtedy nie zmienił.

Ale nie można uszczuplać zasług Kasperczaka dla tunezyjskiego futbolu tylko do samego mundialu. Polak trenował tamtejszą reprezentację w latach 1994-1998, przyczyniając się do ustrukturyzowania krajowego piłkarstwa i stawiając fundamenty pod zawodostwo. W 1996 roku doprowadził "Orły Kartaginy" z kolei do finału Pucharu Narodów Afryki. Jego wkład w tunezyjski futbol jest więc nieoceniony.

Po raz drugi szkoleniowiec objął kadrę w lipcu 2015 roku, zastępując na stanowisku Belga Georgesa Leekensa. Jak na razie jego priorytetem jest awans do PNA 2017, który rozstrzygnie się 2 września w Monastyrze. Tunezja podejmie Liberię, z którą dzieli pierwsze miejsce w grupie. Oba zespoły mają po 10 punktów, ale pierwszy mecz Tunezja przegrała, więc by awansować musi teraz koniecznie wygrać - liczy się bilans bezpośredni, a do PNA wchodzi tylko zwycięzca grupy.

Przed Kasperczakiem dwa poważne wyzwania. Ale jeśli nie teraz, to nigdy. Szkoleniowiec ma już przecież 69 lat... Cóż to byłoby za pożegnanie, gdyby po raz drugi awansował na mundial.