Włoszczowska może mówić o ogromnym pechu. Jechała na drugiej, niezagrożonej pozycji, gdy na ostatniej rundzie miała defekt w rowerze. Dobiegła z nim do boksu technicznego, wyprzedzona już przez Amerykankę Leę Davison. Wymiana koło trwała kolejne cenne sekundy i w tym czasie wyprzedziła ją Kanadyjka Emily Batty. Polka doścignęła ją już na asfaltowym odcinku, tuż przed metą, ale finisz minimalnie przegrała.

 

W ten sposób Włoszczowska straciła praktycznie pewny, piąty w karierze srebrny medal MŚ.

 

32-letnia Langvad, rówieśniczka Włoszczowskiej, specjalizowała się wcześniej w maratonach MTB, będąc trzykrotną mistrzynią świata (2011, 2012, 2014). Zwycięstwo w Czechach jest jej największym sukcesem w olimpijskiej konkurencji cross country.

 

Vysocina Arena, na której trzy lata temu w mistrzostwach świata w biathlonie medale zdobywały Krystyna Guzik (wówczas pod panieńskim nazwiskiem Pałka) i Monika Hojnisz, nie okazała się szczęśliwa dla Włoszczowskiej.

 

Prowadząca od pierwszej rundy Langvad wypracowała sobie bezpieczną przewagę, ale Polka byłą poza zasięgiem pozostałych rywalek. Jeszcze na trzeciej z pięciu rund „trzymała koło” Włoszczowskiej najbardziej doświadczona w stawce 44-letnia Sabine Spitz, ale stopniowo opadała z sił i została z tyłu, a z walki o podium wyeliminował ją ostatecznie defekt.

 

Kibice na trybunach, wśród których było wielu Polaków, jęknęli z zawodu, gdy los Niemki podzieliła Włoszczowska. Przewaga blisko minuty nad Davison zaczęła błyskawicznie topnieć. Jak na ironię Włoszczowska biegła z rowerem przez nazwany od imienia jej grupy zawodowej odcinek „Kross Rock and Roll”, a potem jeszcze do boksu technicznego. Davison bezpiecznie dojechała do mety, a zawodniczka z Jeleniej Góry po wymianie koło ruszyła w pościg za Betty. Wszyscy wstali z miejsc, aby zobaczyć niecodzienny, sprinterski pojedynek dwóch kolarek. Włoszczowska była bardzo blisko brązu, pierwszego w karierze, ale nie udało się...

 

Po finiszu długo dochodziła do siebie, płakała, pocieszana przez drugą z reprezentantek Polski Katarzynę Solus-Miśkowicz.

 

„Powinnam się cieszyć, że forma jest, mimo że nie jestem jeszcze w superdyspozycji i powinno być jeszcze lepiej na igrzyskach w Rio. Ale w życiu trzeba wykorzystywać okazje. Cholernie przykro, że tak się skończyło. To był tak chamski pech, że ciężko o gorszy scenariusz” – powiedziała na mecie.

 

W odróżnieniu od wielu rywalek Włoszczowska nie przygotowywała się do startu w Czechach na zgrupowaniu wysokogórskim, lecz w swoich rodzinnych stronach w Jeleniej Górze. Najwyższą dyspozycję ma jej zapewnić obóz w Kolumbii, na który poleci cztery tygodnie przed zaplanowanym na 20 sierpnia wyścigiem olimpijskim.

 

Mistrzostwa świata potraktowała jednak poważnie, przede wszystkim ze względu na swoich kibiców. Z samej Jeleniej Góry przyjechały do Novego Mesta dwa autokary jej fanów.

 

Zawody były dla Włoszczowskiej także okazją do przetestowania sprzętu. Pojechała na rowerze bliźniaczym do tego, na jakim wystartuje w Rio de Janeiro. Charakteryzuje się on superlekką ramą (poniżej kilograma) i tylko przednim amortyzatorem (tzw. hardtail), a całość – bez pedałów - waży jedynie 7,9 kg. Rower olimpijski, z ramą pomalowaną w jaskrawe barwy, kibice mogli obejrzeć w stoisku producenta – firmy Kross z Przasnysza, której grupę zawodową Włoszczowska na co dzień reprezentuje.

 

Wyniki:
  
  1. Annika Langvad (Dania)           1:30.13 
  2. Lea Davison (USA)            strata 1.12 
  3. Emily Batty (Kanada)                1.44 
  4. Maja Włoszczowska (Polska)          1.44 
  5. Catharine Pendrel (Kanada)          2.53 
  6. Irina Kalentiewa (Rosja)            3.22 
  … 
  18.Katarzyna Solus-Miśkowicz (Polska) 7.06