Sebastian S. to dwukrotny brązowy medalista z zeszłorocznych mistrzostw Europy w Izraelu. Niespełna 20-latek stał się kolejną z polskich nadziei na medal w Rio de Janeiro. Czar jednak prysł w styczniu 2016 roku, kiedy wyszło na jaw, że S. stosował doping. I to doping tzw. ciężki - wynaleziony w NRD w latach 60. Polak miał zażywać aż 3 tego typu substancje.

Zważając na to, że była to już druga dopingowa wpadka S., środowisko momentelnie skazało go na ostracyzm. Zawodnik momentalnie zapadł się pod ziemię, potem jednak wrócił, by przyznać się do winy. Grozi mu dożywotnia dyskwalifikacja.

W międzyczasie S. podjął pracę zarobką niezwiązaną ze sportem, ale i tu w końcu poznali jego ciemną stronę. Niespełniony pływak napadł na własnego szefa - sterroryzował go atrapą pistoletu, ukradł w ten sposób 2 tys. złotych. I uciekł. Policja szybko jednak mężczyznę schwytała - zanim usłyszy wyrok, spędzi 3 miesiące areszcie.

Pomyśleć, że wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej...