Tenis

Sekrety rodziny Murrayów. Telefon z Andory

Tenis

Sekrety rodziny Murrayów. Praca za funta...

Tomasz Lorek: Widzisz szansę powrotu do dni chwały jak za czasów takich gwiazd jak Sue Barker i Virginia Wade?

Judy Murray: Cofnęliśmy się o szmat czasu. W głębi duszy ubolewam, że to wydarzyło się tak dawno temu… Wielka Brytania ma ten przywilej, że jest gospodarzem jednego z turniejów Wielkiego Szlema, więc powinniśmy mieć szeroki wachlarz dobrych tenisistów i tenisistek. Tak jednak nie jest. A zatem przed nami mnóstwo pracy. Młodzi ludzie na Wyspach potrzebują idoli, którzy będą wzorami, a łatwiej kreuje się modę na sport, jeżeli posiada się gwiazdy świecące pełnym blaskiem. Nie ulega wątpliwości, że brytyjska federacja należy do bogatych. Wimbledon jest źródłem ogromnych zysków. Federacja dysponuje zatem bardzo solidnym zapleczem finansowym, sporo inwestujemy w tenis, ale wciąż na zbyt małą skalę, aby wychować przyszłych mistrzów. Teraz na Wyspach jest łatwiej, bo sukcesy odniesione na wąskiej przestrzeni czasu przez Andy’ego stworzyły klimat do jeszcze lepszego rozwoju. Pozytywny jazgot rozpoczął się od złotego medalu Andy’ego na igrzyskach w Londynie. Potem nadszedł triumf na US Open’2012 i zwycięstwo na kortach Wimbledonu w 2013 roku. To zbudowało fundament do rzetelnej histerii wokół tenisa na Wyspach. Jednak prawdziwym skarbem okazał się triumf w Pucharze Davisa w 2015 roku. Uważam, że kibic bardziej utożsamia się z sukcesem drużynowym aniżeli solowym. Fani szybciej lgną do dyscypliny, która może poszczycić się medalem w rywalizacji drużynowej, a mniejszą atencją darzą indywidualny sport. Wygrana w finale z Belgią sprawiła, że o tenisie usłyszała nowa grupa fanów. Davis Cup to niepowtarzalna okazja, aby narodził się nowy boom na tenis w Wielkiej Brytanii. Z kolei w rywalizacji pań sprawa przedstawia się inaczej. Kiedy w 2011 roku obejmowałam funkcję kapitana reprezentacji w Pucharze Federacji, nie było wielkich zakusów na to stanowisko. Byłam w pełni świadoma, że niewielu kibiców brytyjskich kiedykolwiek usłyszało o Fed Cupie. Dziewczyny grały w tak obskurnej i odległej od Grupy Światowej strefie działania, że szary kibic nawet nie miał pojęcia o co i dlaczego walczą brytyjskie tenisistki. Dziewczyny utkwiły na takim piętrze rywalizacji, że nie posiadałam platformy, na której można byłoby coś sensownego zbudować. Kiedy znajdujesz się w strefie euro – afrykańskiej składającej się z 16 drużyn i rozgrywasz cztery spotkania na przestrzeni czterech dni, nie masz marginesu na popełnienie błędu. A jeżeli powinie się tobie noga, to przez następny rok nie masz szans na opuszczenie peryferii. Wówczas nie sposób przygotować gruntu pod sukces. Brakuje atutów, aby zachęcić kibiców do wizyty na korcie, bo nie grasz o wielką stawkę. Nie przyciągniesz trenerów, aby przyjrzeli się reprezentacji spoza światowej czołówki, nie zwabisz brzdąców i nie zainspirujesz najmłodszych, żeby przyszli na korty.

Dla szarego zjadacza chleba system jest tak pogmatwany, że jeżeli twoja kadra nie gra z atrakcyjną ekipą złożoną z gwiazd, ludzie nie interesują się spotkaniem reprezentacji i zapominają o tenisie…

Zgadza się. Na mecze w Pucharze Federacji rozgrywane poza światową elitą nikt nie chce przychodzić. Tuż po zakończeniu Australian Open rozgrywane są mecze w Fed Cup, które cieszą się nikłym zainteresowaniem kibiców. Jedyne pocieszenie to fakt, że Wielka Brytania doczekała się generacji ciekawych młodych tenisistek. Johanna Konta dokonała niezwykłego postępu począwszy od kwietnia 2015 roku. Czwarta runda US Open i półfinał Australian Open to dowód na to jak pięknie rozwija się jej talent. Dojrzewa, aby wygrywać mecze o wysoką stawkę. To bardzo obiecująca tenisistka. Z kolei Heather Watson, która przemieszcza się pomiędzy 50 a 60 pozycją w rankingu WTA, ma potencjał, aby grać w gronie trzydziestu najlepszych rakiet na świecie. Heather musi popracować nad tym, aby być bardziej regularną, bo ma zbyt duże wahania formy. Jest jeszcze Laura Robson, która zmaga się z pechem, bo nie może wyplątać się z labiryntu kontuzji…
 
Bardzo żałuję, że prześladują ją urazy. Laura to utalentowana tenisistka mająca na koncie zwycięstwa nad zawodniczkami z pierwszej dziesiątki rankingu.

To wciąż stosunkowo młoda tenisistka, ale ostatnie dwa lata były koszmarem dla Laury, gdyż prześladowały ją kontuzje. To bardzo frustrujący okres dla niej. Trzymam kciuki za Laurę Robson, ale dla mnie bardziej intrygującym projektem jest zwiększanie popularności tenisa i zachęcanie coraz większej rzeszy dziewcząt do uprawiania tej dyscypliny sportu. Marzy mi się, aby w tenisie pojawiło się więcej trenerek, bo kobiety mają dar do tego, żeby nauczać podstaw tenisa. Jeżeli uda nam się przyciągnąć młodych ludzi do tenisa, to łatwiej będzie można wyłowić talenty z szerszego wachlarza grających.

Krótko mówiąc, chcesz poszerzyć basen…

Tak. Przez ostatnie kilka lat ciężko pracowałam nad tym zagadnieniem. Jednym z moich projektów było stworzenie programu dla dziewczynek w wieku od pięciu do ośmiu lat. To bardzo przejrzysty program stworzony na prostych zasadach i oparty o znakomitą zabawę. Pracujemy w kameralnych grupkach, uczymy koordynacji i podstaw tenisa oraz współzawodnictwa. Trenerkami są kobiety. Program nosi nazwę Miss – Hits.  W zabawie uczestniczy 6 animowanych postaci. Są tak urocze osóbki z bajek jak Bella Backhand, Selena Serve, Alejandra Ace, Valentina Volley, Faith Forehand, Sasha Smash… Każda z nich ma magiczną moc nauczania dziewczynek podstawowych zagrań, posiada ulubiony taniec i usytuowana jest w różnych częściach turniejowej drabinki. Wszystkie niezbędne informacje są dostępne na stronie internetowej www.miss-hits.co.uk. Można stosować różne stopnie wtajemniczenia. Chętni, którzy chcą przystąpić do programu nie ponoszą opłat. W mojej ojczyźnie zapomniano, że tenis to również źródło dobrej zabawy. Tenis przedstawia się jako sport o skomplikowanych zasadach. Małe dziewczynki nie chcą trenować tenisa, bo to co lubią robić, a więc tańczyć w towarzystwie rówieśniczek, wcielać się w rolę cheerleaderek, uprawiać gimnastykę, nie nosi znamion rywalizacji. Nikt nie dba o to, aby zaszczepić im chęć do konkurowania z koleżankami. W efekcie nie mają wykształconego genu rywalizacji. Tenis jest trudnym sportem, bo wymaga umiejętnego poukładania wielu elementów. Zrozumiałam, że droga do pozyskania nowych talentów wiedzie poprzez stworzenie dzieciom warunków do znakomitej zabawy.  W naszym pakiecie zadbaliśmy o to, aby najmłodsi mogli uczyć się podstaw tenisa poprzez uśmiech. Co tydzień biorę udział w swoistym przyjęciu dla małych dziewczynek. Z głośników pobrzmiewa taneczna muzyka, dzieci oddają się naturalnym instynktom, tańczą na całego wedle własnych pomysłów i tego co dyktuje im wyobraźnia. A przy okazji poznają tenisowe zagrania. Podstawowy pakiet zakłada pracę z brzdącami przez 12 tygodni. Ten projekt bardzo mnie pochłania. Pragnę, aby Wielka Brytania dochowała się silnej reprezentacji kobiecej. Musimy zacząć od maleńkich kroków, a ja lubię budować fundamenty. Ten projekt zajmuje szczególne miejsce w moim sercu.

Miło, że nie zapominasz o Laurze Robson, która podczas igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku wywalczyła srebrny medal w mikście z Andym.
 
Lubię troszczyć się o ludzi, a najbardziej fascynuje mnie rozwiązywanie realnych problemów.

Wspomniałaś o muzyce i tańcu jako metodzie docierania do nowych kręgów dzieciaczków, które w przyszłości mogą oddać się pasji gry w tenisa. Świat wciąż ociera łzy po stracie wielkiego kompozytora i znakomitego muzyka Davida Bowie. W Melbourne ludzie nucą na skwerach utwór „Let’s dance”. Jak postrzegasz twórczość Davida Bowie i co jego muzyka wniosła do twojego życia?
 
Myślę, że największą wartością muzycznych dzieł Davida Bowie była niezwykła kreatywność. On był jak kameleon. Miał niezwykły talent, aby ubierać się w nowe szaty, a przy tym nie przesadzał z eksperymentami. Otwierał nowe drzwi, ale zabierał część starych mebli ze sobą. Dodawał nowe akcenty, ale nie burzył całej konstrukcji, choć dla niektórych przeobrażał się w totalnie inną postać. To fascynująca osoba, która nie pozwalała zaszufladkować się w żaden sposób. Przechadzał się z jednej komnaty muzycznej w drugą, a przy tym czynił to z niebywałym wdziękiem. Nie jestem specjalistą w dziedzinie muzyki, ale pamiętam zarówno moje szkolne jak i uniwersyteckie czasy. David podbijał wówczas muzyczny rynek. Był ważną postacią. Pierwszą płytą jaką kiedykolwiek kupiłam była płyta winylowa. To był utwór autorstwa Davida Bowie „The Laughing Gnome”, jakżeż odmienny od innych kawałków tego artysty. Ten singiel to fenomenalna kompozycja Davida. Kiedy myślę o Davidzie Bowie, pierwsze skojarzenie brzmi: The Laughing Gnome. Byłam wówczas w takim wieku, w którym artyści mają ogromny wpływ na wyobraźnię młodej uczennicy czy studentki… Utwór „The Laughing Gnome”, który pobrzmiewa mi ilekroć pomyślę o Bowie jest tak inny, że aż czuję ciarki, gdy go słyszę.

Stawiałem na balladę rockową Space Oddity, ale to byłby zbyt oczywisty wybór jak dla ciebie… Byłaś zmuszona do walki na łokcie o pierwszą płytę winylową?

Tak i był to wyczerpujący gem (śmiech). Nigdy nie widziałam Davida Bowie podczas koncertu, nad czym ubolewam. Szkoda, bo to prawdziwa ikona. Nie wypromowana na siłę, tylko ktoś za kim stoi jego muzyka. Poczułam przejmujący smutek, gdy dowiedziałam się o jego śmierci. Zaczęłam uświadamiać sobie, że gdy traci się osoby, które wywarły ogromny wpływ na nas podczas okresu dojrzewania i podczas okrążenia formującego…

Teraz rozumiem po kim syn Andy odziedziczył miłość do Formuły 1.

Tak, nie da się ukryć, że Andy kocha Formułę 1… Gdy David zmarł, zrozumiałam, że odchodzą ludzie z mojego pokolenia. Teraz mam 57 lat, a śmierć Bowie otworzyła mi oczy, że czas płynie tak szybko… Nie zdążyłam się obejrzeć, a już mam tyle wiosen. Odejście Davida zmotywowało mnie do bardziej aktywnej działalności. Postanowiłam, że chcę po sobie pozostawić coś trwałego. Nie chcę, żeby sukcesy jakie osiągnęli Jamie i Andy, przeszły bez echa. Nie chcę, żeby przykrył je kurz czasu. Wsiadam zatem do mojej małej, przytulnej furgonetki pełnej szpargałów, które wzbudzają ciekawość dzieci, zabieram w podróż innych trenerów i trenerki i penetrujemy Szkocję. Przez cztery do sześciu dni w skali miesiąca włóczymy się po dziwnych miejscach w poszukiwaniu talentów. Najbardziej ogniskują moją uwagę obszary, gdzie tenis nic nikomu nie mówi. Przyjeżdżamy do szkockich wioseczek i miasteczek, aby tworzyć bazę pod przyszłe tenisowe talenty. Rozmawiamy z rodzicami, nauczycielami, studentami, wolontariuszami, członkami klubów tenisowych i uczymy ich jak rozkochiwać młodych ludzi w sporcie. Nie chcemy, aby tenis w Szkocji przestał istnieć. Pragnę pozostawić spuściznę. Niech sukcesy autorstwa moich synów nie odejdą w zapomnienie. A bez świeżego narybku dyscyplina umiera.

To bardzo podobna filozofia do tej, którą wyznaje kapitan polskiej kadry – Klaudia Jans – Ignacik.

Zgadza się. Znam Klaudię. Troszczę się o to, aby przekazać młodym ludziom coś wartościowego. Ta praca przynosi mi ogrom satysfakcji. Moim ostatnim projektem będzie budowa centrum tenisowego w naszym rodzinnym mieście. Chciałabym, aby w Dunblane powstało przytulne miejsce dla miłośników tenisa w każdym wieku.

Za to kocham Brytyjczyków. Nie zakopują pieniędzy pod ziemią, ale czynią wiele, aby rozmiłować ludzi w pasji do sportu. Nie uczą miłości do sukcesu, tylko zaszczepiają frajdę płynącą z uprawiania sportu.

To prawda, bo w życiu chodzi o radość przeżywania każdej chwili. W sporcie ważne jest to, aby uczestniczyć we wspólnym doświadczaniu nowych bodźców. Idole są bardzo potrzebni, bo młodzi ludzie powinni mieć wzorce do naśladowania. Nie przeczę: gwiazda sportu jest w stanie pobudzić młodzież do aktywności fizycznej, może nawet zrodzi się fascynacja sportem, ale integralną częścią są korzenie i świat dzieciństwa. Jeżeli dorastasz w atmosferze wyczynu, będzie ci łatwiej zakochać się w rywalizacji, ale… W każdym kraju zawodowcy stanowią 1 procent, a może nawet ciut mniej niż 1 procent danej populacji. Lwia część to rekreacja. 99% populacji ma uprawiać sport dla czystej przyjemności. Dla satysfakcji z wysiłku włożonego w grę w cokolwiek. Największy nacisk należy położyć na to, aby szary człowiek nie zapomniał o tym jak ważne jest to, aby uroczo zmęczyć się fizycznie. Myślę, że w najśmielszych snach nie marzyłam o tym, aby tenis dostał się na ostatnią stronę szkockich gazet.  Życie ma w sobie więcej wyobraźni niż nasze sny, bo dzięki sukcesom moich synów tenis trafił na okładki gazet. Ta cudowna ekspozycja nie przełożyła się na drastyczny wzrost liczby osób grających w tenisa. Po części dlatego, że w Szkocji wciąż brakuje infrastruktury, aby uprawiać tenis. Są dwie istotne składowe: ludzie zaangażowani w projekt i baza. Nie mogę stworzyć infrastruktury, ale mogę przygotować ludzi, którzy zatroszczą się o rozwój tenisa. Trzy lata temu powzięłam decyzję, że to będzie mój główny teren aktywności. Stworzyłam program dla dziewczynek, aby coś pozostało po pani kapitan Fed Cupu, a ponadto kształcę moich rodaków, organizuję szkolenia dla przyszłych fachowców od tenisa, bo chciałabym, aby Szkocja była silną tenisową nacją. Nie umiem odpoczywać. Wciąż jestem zajęta…

 

*****************************************************************************************************


Wspaniała kobieta. Fontanna wciąż wydawała z siebie majestatyczny szum, jakby pragnęła być ilustracją ledwie słyszalnego głosu stłumionego przez masy wody. Sęk w tym, aby nie zapomnieć o najważniejszym. O ludziach, którzy mają sprawić, że po zakończeniu karier przez synów Judy, pozostanie coś na kształt Wału Hadriana. Droga, którą wiedzie Karakoram Highway wije się przez wysokie góry. Nie jest lekko, ale łatwe zadania nie noszą w sobie ziarna niewiadomej, a tylko to co ryzykowne i niebanalne zostanie zapamiętane i jest godne spróbowania. Teraz, po rezygnacji z funkcji kapitana reprezentacji Wielkiej Brytanii, Judy Murray będzie miała jeszcze więcej czasu na swoje ambitne projekty. Nowa pani kapitan, Anne Keothavong przejęła schedę po Judy. Zerkam w stronę hotelowego lobby. Ktoś położył niedbale książkę „Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych” Bohumila Hrabala. Ach tak, a więc w hotelu Hyatt mieszka jakowaś niepokorna duszyczka, która lubi wzruszać i nakazuje wierzyć, że można sforsować największy mur, byleby ludzkość zaczęła oddychać świeżym powietrzem…