Obaj zawodnicy mieli zmierzyć się już na gali UFC 208, lecz na skutek problemów zdrowotnych Brazylijczyka, starcie zostało odwołane. Na szczęście nic nie stało na przeszkodzie, by zestawić ich na kolejnym numerowanym wydarzeniu. Polak podkreślał, że dużo wie o najmocniejszej stronie rywala, czyli zapasach. Henrique po kilku sekundach od razu ruszył po nogi Tybury, lecz jeszcze wtedy to się nie udało.

Brazylijczyk skupiał się na wciskaniu Polaka w siatkę oraz szukaniu obalenia. To mu się nawet udało, lecz Tybura szybko wracał na nogi. W stójce miał olbrzymią przewagę i mało brakowało, a trafiłby rywala efektownym front kickiem. Kolejne minuty to Henrique szukający obalenia, dobrze broniący i odpowiadający łokciami Tybura oraz sędzia Herb Dean, który bardzo często musiał interweniować, by rozerwać pasywny klincz.

Po dwóch rundach obaj zawodnicy odczuwali zmęczenie. Lepiej ostatnie starcie rozpoczął Polak, który do ładnego front kicka dołożył również serię ciosów. Henrique wyraźnie to odczuł, lecz znowu udało mu się przenieść walkę do klinczu. Później Brazylijczyk prawie poddał naszego zawodnika gilotyną, lecz Tybura najpierw się z tego uchwytu uwolnił, a następnie znalazł się w pozycji dominującej w parterze. Tam zdobył dosiad i zasypał przeciwnika uderzeniami. Sędzia musiał przerwać pojedynek.

Dla Tybury to drugie z rzędu zwycięstwo dla największej organizacji MMA na świecie.

Wynik walki:

Marcin Tybura (15-2, 7 KO, 6 SUB) pokonał przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie Luisa Henrique (10-3-1NC, 3 KO, 4 SUB)