- Rewanże dobrze się ogląda - tak pisałem przed tym pojedynkiem i nie jestem zawiedziony tym co widziałem i komentowałem, choć po cichu liczyłem, że emocji będzie więcej. Ale największe nawet serce i charakter wojownika, który zaprezentował w Manchester Arena Crolla, to za mało, gdy przychodzi walczyć z kimś takim, jak 31 letni Linares (42-3, 27 KO), czterokrotny mistrz świata w trzech kategoriach wagowych.

 

Wenezuelczyk zaprezentował się jeszcze lepiej niż podczas ubiegłorocznej walki, którą też wygrał i odebrał pas WBA mieszkańcowi Manchesteru. Tak jak tym razem, tak i wtedy nie pomógł wspaniały doping 15-tysięcznej publiczności. Anthony Crolla (31-6-3, 13 KO), rok młodszy od mieszkającego w Tokio Linaresa, nie był w stanie dobrać mu się do skóry. I nic w tym dziwnego. „El Nino De Oro (Złoty chłopak)” uchodzi za jednego z najlepszych techników w świecie zawodowego boksu, wciąż ma bardzo szybkie nogi i ręce, refleks też go nie zawodzi, więc przewidywalny w swych poczynaniach Crolla był bez szans. W siódmej rundzie, po lewym podbródkowym padł na deski, ale pokazał charakter i nie dał się znokautować.

 

Promotor Linaresa, Oscar De La Hoya (ten prawdziwy Golden Boy) tylko się uśmiechał widząc co się dzieje. Zapewne myślami był już przy bardzo prawdopodobnej walce Wenezuelczyka z Garcią, mistrzem WBC. Niepokonany Amerykanin meksykańskiego pochodzenia zdobył go w styczniu nokautując w Las Vegas Dejana Zlaticanina. Wcześniej pas ten był w posiadaniu Linaresa, który z powodu kontuzji ręki nie mógł przystąpić do obowiązkowej obrony z pięściarzem z Czarnogóry i tytuł zmienił właściciela bez walki.

 

Jeśli więc dojdzie do starcia mistrza WBA (Linares) z czempionem WBC (Garcia), to będziemy świadkami wielkiego wydarzenia. Mikey Garcia (36-0, 30 KO) jest jednym z moich ulubionych pięściarzy, uważam, że najlepszym w wadze lekkiej, ale Linares to też jest KTOŚ. Fascynujące są jego kombinacje ciosów bitych w różnych płaszczyznach, kąty z jakich je zadaje, wyprowadzanych od niechcenia, z niesamowitą lekkością. Ale Garcia, to nie Crolla, bije mocniej i celniej, jest zdecydowanie lepszym pięściarzem, więc na jego tle Linares zapewne nie zaprezentuje się tak efektownie, jak w Manchesterze.

 

Oby tylko doszło do takiej walki. Plany ponoć już są, być może uda się ją sfinalizować latem. Ale to nie jest jedyna opcja dla Linaresa. Jak mówi De La Hoya możliwa jest też jego walka z innym mistrzem (WBO) z Manchesteru, leworęcznym Terry Flanaganem (32-0, 13 KO). Być może więc Jorge Linaresowi przyjdzie wrócić na Wyspy Brytyjskie. Nie można tego wykluczyć, a wówczas na pojedynek z Garcią przyjdzie trochę poczekać.