Siatkówka

Prezes Onico AZS PW: Zagumny nie chciał...

"Wybitny, utalentowany, światowa czołówka, z ogromnym wyczuciem taktycznym, specyficznym poczuciem humoru i wieloma sukcesami na koncie, silna osobowość, spokojny, flegmatyczny, małomówny, bardzo inteligentny, mimowolny lider, który nigdy nie pchał się na pierwszy plan" - wyliczali zgodnie w rozmowie z PAP poproszeni o scharakteryzowanie Zagumnego zawodnicy i trenerzy, którzy mieli okazję z nim pracować.

 

"Cieszę się, że miałem okazję być z nim w drużynie narodowej, ale ubolewałem, że nie dane nam było spotkać się w jednym klubie. Z jednej strony się cieszę, że już kończy karierę, bo to najtrudniejszy rozgrywający, przeciwko któremu miałem okazję zagrać. A tak na poważnie, to będzie brakowało jego wirtuozerii. Paweł zrobił karierę przez duże K" - podkreślił Daniel Pliński.

 

Doświadczony rozgrywający, który 18 października skończy 40 lat, nieraz mówił, że był niejako skazany na siatkówkę. Uprawiali ją oboje jego rodzice (grali na tej samej pozycji). Rodzinną tradycję kontynuuje zaś córka Wiktoria.

 

"Jego ojciec powiedział mi dawno temu, że to będzie najlepszy rozgrywający na świecie, więc staraliśmy się po prostu mu w tym rozwoju nie przeszkadzać" - wspominał z uśmiechem Ireneusz Mazur, pod którego okiem Zagumny grał w juniorskich reprezentacjach kraju, w seniorskiej drużynie narodowej oraz w AZS UWM Olsztyn.

 

Jak dodał, jego podopieczny w młodości szybko urósł, przez co był mniej sprawny w porównaniu do kolegów. "Był wiotki, miał słabszą wydolność. Przetrwał jednak trudne chwile. Nie był pierwszy do wykonywania ćwiczeń, których nie lubił, ale też nie ostatni" - podkreślił Mazur.

 

Jako nastolatka wychowanka warszawskiego MDK-u poznała też prezes stołecznej Politechniki Jolanta Dolecka. "Pamiętam, jak on był taki chudy, długi, rudy. Miał 17 lat i grał u nas w drugiej lidze. Od tego się zaczęła jego dorosła kariera. Na koniec wrócił do nas, zamknął koło" - zaznaczyła.

 

Inna klamra wiąże tego zawodnika z Krzysztofem Ignaczakiem. "Mieszkaliśmy razem w pokoju na mistrzostwach świata juniorów w Bahrajnie (w 1997 roku - PAP) i w Katowicach przy okazji decydujących meczów MŚ 2014" - zauważył libero.

 

Potwierdził on prawdziwość opinii o bardzo płytkim śnie Zagumnego.

 

"Słyszał przez ścianę wszystko, a kiedyś nawet przeszkadzał mu hałas z drugiej strony korytarza. Jak widzieliśmy, że przychodzi na trening z niezadowoloną miną, to wiedzieliśmy, że chłop się znów nie wyspał. Współdzielenie pokoju to była szkoła cierpliwości, bo Paweł spokojny, a ja pełen energii" - podkreślił zawodnik, który - tak jak Zagumny - mundialem sprzed trzech lat zakończył występy w narodowych barwach.

 

39-letni rozgrywający w "dorosłej" reprezentacji grał w latach 1996–2014 i ma na koncie 427 meczów (więcej ma tylko Piotr Gruszka - 450). Trzy lata temu wrócił do niej na prośbę ówczesnego trenera biało-czerwonych Stephane'a Antigi. Miał duży udział w wywalczonym wówczas mistrzostwie świata. Poza tym sukcesem ma w dorobku m.in. srebrny krążek MŚ (2006) i tytuł mistrza Europy (2009).

 

"Nie czuję się spełnionym siatkarzem, aczkolwiek na brak sukcesów nie mogę narzekać. Największe przyszły na koniec. Będzie na pewno brakowało medalu olimpijskiego i mistrzostwa Polski" - zaznaczył Zagumny.

 

W związku z brakiem złotego medalu MP w jego kolekcji w środowisku siatkarskim krążyła nawet legenda o "klątwie Zagumnego".

"Podobno w niektórych klubach go nie chcieli, bo bali się jej" - skomentował ze śmiechem Ignaczak.

 

Słynny rozgrywający najdłużej był związany z klubem z Olsztyna (2003-09) i Zaksą Kędzierzyn-Koźle (2010-15). Występował też w zagranicznych zespołach - we Włoszech i Grecji. Na ostatnie dwa lata kariery związał się ponownie z Politechniką. W kończącym się właśnie sezonie w dużym stopniu grę utrudniały mu problemy zdrowotne. Kłopoty z kręgosłupem dawały o sobie znać już wcześniej.

 

W warszawskiej drużynie wielu z jego kolegów jest znacznie młodszych od niego i przyznawali, że początkowo nie wiedzieli, czy wypada im zwracać się do Zagumnego per "ty".

 

"Swoją karierą udowodnił, co to znaczy być prawdziwym profesjonalistą, nauczył nas trochę podejścia do sportu, nieodpuszczania. Pomimo wieku pokazywał na treningach niesamowite umiejętności. Dawał z siebie wszystko, potrafił cały zespół wziąć w garść" - podkreślił 19-letni Jędrzej Gruszczyński.

 

Starszy o trzy lata Michał Filip przyznał zaś, że został w klubie dłużej właśnie ze względu na możliwość gry z Zagumnym.

 

Silna osobowość doświadczonego zawodnika, określana przez niektórych nawet jako trudna, nie przeszkadza Antidze, który w przeszłości mierzył się z nim na boisku.

 

"Rozgrywający musi być charakterny, żeby być liderem drużyny. Współpracowało mi się z nim w kadrze bardzo dobrze. Mogę powiedzieć o nim same dobre rzeczy" - zastrzegł Francuz, który w nowym sezonie będzie trenerem "Inżynierów". Zagumny będzie zaś dyrektorem sportowym stołecznego zespołu.

 

Małomówność jest jedną z głównych cech, na które wskazują osoby opisujące Zagumnego. Wszyscy jednak zgodnie podkreślają, że jak już mówił, to zawsze mądrze i każdy zawodnik wiedział, że słowo wieloletniego kapitana biało-czerwonych jest najważniejsze.

 

"Wiem, że są różne głosy na ten temat i że Paweł uchodzi za zamkniętego, ale to tylko wrażenie tych, którzy go nie znają. Jest bardzo kontaktowy. Nieraz rozmawiamy nawet godzinę przez telefon" - zaznaczyła Dolecka.

 

W podobnym tonie wypowiadał się Ignaczak. "On na pozór jest kompletnie flegmatyczny, chłodna mina. Ale to przekochana osoba. Jest otwarty dla tych, którzy go znają. Wielu zdziwiłoby się, jakim potrafi być wodzirejem i jakie ma w sobie pokłady energii" - zapewnił.

 

On i inni zwracali też uwagę, że Zagumny ma duże poczucie humoru, które opiera się na ironicznych uwagach i uśmiechu.

 

"To takie złośliwostki, na zasadzie - uszczypnąć, ale żeby nie bolało" - podsumował Mazur.

 

"Kiedyś Paweł powiedział, że ja i jego tata chcielibyśmy, by grał do 60-tki. To siatkarz genialny. Tak jak mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, to Pawła zastąpić będzie bardzo trudno" - zaznaczyła Dolecka.