Lekkoatletyczne MŚ. Omelko: w finale 400 m padnie rekord świata

Inne
Lekkoatletyczne MŚ. Omelko: w finale 400 m padnie rekord świata
fot. PAP

Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław) wtorkowy finał biegu na 400 m w mistrzostwach świata w Londynie obejrzy z trybun, ale jest przekonany, że reprezentant RPA Wayde Van Niekerk jest w stanie pokonać jedno okrążenie poniżej 43 sekund, co oznaczałoby rekord globu.

Zresztą najlepszy w historii wynik już teraz do niego należy. Ustanowił go na igrzyskach w Rio de Janeiro, kiedy przebiegł jedno okrążenie w 43,03. To był szok – dla kibiców, dziennikarzy, dla niego samego. Choć błyszczał już wcześniej, niewielu wierzyło, że jest w stanie pokonać 400 m w takim tempie.

Później zaczęły się analizy – czy to był jednorazowy wybryk? Czy stać go na więcej? A teraz wielu ekspertów ma nadzieję, że zapełni pustkę po Usainie Bolcie. Jamajski sprinter w Londynie żegna się z bieżnią.

- Kosmiczne półfinały na 400 m. To już szukanie odpowiedzi, co po Bolcie – napisał na Twitterze rekordzista Polski na 400 m ppł Marek Plawgo.

Zresztą podobnego zdania był uczestnik rywalizacji Omelko.

- W finale będzie bieganie takie, jakiego jeszcze nie było. Taki poziom to dla mnie jak wyprawa na księżyc, coś dla mnie jeszcze nieosiągalnego – przyznał.

Najlepszy polski 400-metrowiec jest przekonany, że reprezentant RPA jest w stanie uzyskać czas lepszy od 43 s.

- Myślę, że będzie rekord świata. Widać, że Wayde zbiera siły na finał. Jest nieobliczalny. Liczę, że te 42 z przodu będzie – powiedział zawodnik AZS AWF Wrocław.

Trudno jest postawić diagnozę. Van Niekerk wystrzelił dwa lata temu. W Pekinie został mistrzem świata. Rok później został złotym medalistą igrzysk. Kto stoi za jego sukcesami? 75-letnia Ans Botha. To ona jest jego trenerką. Z jednej strony jest jak matka, z drugiej jak wymagająca nauczycielka. Pilnuje nie tylko jego treningów, ale także stara się dbać o dietę, odpowiednie zachowanie przed i po zajęciach.

Reprezentant RPA nie jest typem showmana, jakim stał się Bolt, ale – jak mówią eksperci – nauczy się. Swoją wartość już zna. - Sam jestem sobie największym rywalem - powiedział.

Polskim 400-metrowcom nie uciekł jedynie Van Niekerk. Jak zauważył Omelko, świat idzie do przodu, a biało-czerwoni na razie tkwią w tym samym miejscu.

- Skąd to się wzięło? Trudno powiedzieć. Na pewno dużą rolę odgrywają predyspozycje genetyczne. Nie wiem co jeszcze, ale za to mogę z całą świadomością powiedzieć, że zostawiam całe serce na treningu. Robię wszystko na maksa. Treningi są przemyślane – zapewnił.

A mimo wszystko zatrzymał się na poziomie 45,5 s. By dostać się do finału 400 m musiałby biegać sekundę szybciej.

- Ciężko nam, Europejczykom, pewne bariery przeskoczyć. Cieszę się z tego jak sam się poprawiam. Nie jestem naiwny i zdaję sobie sprawę, że nie będę biegał po 43 s. Pewnie nigdy w życiu do tego nie dojdzie. Ale chcę być coraz lepszy, wiem, że 44 z przodu jest realne. Stawiam sobie proste cele, nie bujam w obłokach – zapewnił Omelko.

W tym sezonie doszło do jednej poważnej zmiany w jego sportowym życiu. Postanowił rozstać się z trenerem Markiem Rożejem. Wrócił do swojego pierwszego opiekuna Jacka Skrzypińskiego.

- To była słuszna decyzja. To nie było moje +widzimisię+, to było mi potrzebne, żeby dalej biegać, cieszyć się sportem, rozwijać się. Miałem super sezon zimowy, początek letniego też wypadł obiecująco. Jestem dobrze przygotowany. Nie wszedłem do finału mistrzostw świata? Bo poziom jest naprawdę bardzo wysoki – zapewnił.

Finał 400 m zaplanowany jest na wtorek na 22.50 czasu polskiego. Van Niekerk wystąpi także na 200 m.

CM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze