Obaj to bez wątpienia znakomici pięściarze, w szczycie swych możliwości. Zwycięzca będzie królem wagi średniej, choć jest jeszcze jeden mistrz, Brytyjczyk Billy Joe Saunders do którego należy pas WBO i który kilka godzin wcześniej w Londynie będzie walczył w jego obronie z Willie Monroe Jr w Londynie.
 
Ale oczy całego bokserskiego świata zwrócone będą na Las Vegas i T-Mobile Arena. Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że do tej walki nigdy nie dojdzie, że Oscar De La Hoya, promotor Alvareza (49-1-1, 34 KO) nie zaryzykuje porażki swojego najcenniejszego zawodnika. Gołowkin (37-0, 33 KO) szedł przed zawodowe ringi jak burza, nokautował jednego rywala po drugim  i niewielu fachowców dawało jakiekolwiek szanse Alvarezowi, który kilka swoich pojedynków wygrał z trudem, a w starciu z Floydem Mayweatherem Jr , cztery lata temu został zwyczajnie obnażony, choć werdykt (dwa do remisu) mógłby sugerować wyrównaną walkę.  
 
35 letni Kazach jest niepokonany, do niego należą mistrzowskie pasy WBC, WBA, IBF w wadze średniej. 18 skutecznych obron też robi wrażenie. Rekord należący do Bernarda Hopkinsa (20 obron) wciąż jest w jego zasięgu. Urodzony w Karagandzie „GGG” mógł się pochwalić 23 nokautami z rzędu, nikt od 2008 roku nie mógł z nim dotrwać do końcowego gongu. Dopiero w marcu tego roku, w nowojorskiej Madison Square Garden dokonał tego Daniel Jacobs, znakomity pięściarz z Brooklynu.
 
Jacobs został uznany za pokonanego, ale nie brakowało głosów, że to on zasłużył na wygraną. Trudno się z tym zgodzić, ale faktycznie Gołowkin miał w tym pojedynku problemy. Wiemy jednak, że jest w stanie w dobrym tempie wytrzymać 12 rund, i to z rywalem, który tak dobrze porusza się w ringu, który jest od niego wyższy i cięższy.
 
27 letni Alvarez tak dobrych nóg jak Jacobs nie ma, ale ma wiele innych atutów. Nie ma wprawdzie zera po stronie porażek, bo miano niepokonanego zabrał mu Mayweather Jr, ale wiele się dzięki tamtej walce nauczył. Pamiętajmy, że rudowłosy chłopak z Guadalajary zaczynał zawodową karierę w wieku 15 lat. 
 
Miał szczęście, że od razu trafił pod opiekę takiego fachowca jak Jose „Chepo” Reynoso. Dziś rolę pierwszego trenera Alvareza pełni syn „Chepo”, Eddy Reynoso, który pracuje wspólnie z ojcem już kilkanaście lat. Tworzą razem znakomitą parę. „Chepo” jest menedżerem, ale oczywiście jego trenerskie uwagi są bezcenne, a Eddy nawet nie ukrywa ja bardzo je ceni.
   
Karier amatorskich obu rywali nawet nie ma sensu porównywać, bo „Canelo” właściwie jej nie miał. A Kazach miał ją wzorcową. Stoczył prawie 400 walk, był mistrzem  świata, wicemistrzem olimpijskim. Na zawodowych ringach walczył początkowo jako zawodnik niemieckiej grupy Universum, wtedy gdy w jego wadze gwiazdą był tam  Felix Sturm i Gołowkin nie miał szans, by się z nim zmierzyć. Decyzja o wyjeździe do USA była najlepszą z możliwych, podobnie jak współpraca z Abelem Sanchezem. 
 
Dziś „GGG” mieszka wraz z rodziną w Kalifornii, właśnie urodziło mu się drugie dziecko, a jego zwolennicy nie wyobrażają sobie, że może przegrać z Alvarezem.
 
Meksykanin umie jednak boksować, potrafi przyjąć i uderzyć, ma bardzo szybkie ręce, a jego kombinacje robią wrażenie, więc wszystko w tym pojedynku jest możliwe. Ciekawe są głosy tych, którzy walczyli z Gołowkinem.
 
Anglik Matthew Macklin, znokautowany przez Kazacha ciosem na wątrobę w trzeciej rundzie mówi, że był przygotowany na jego siłę uderzenia, ale kiedy ten trafił lewym prostym zabolało i to mocno. Podkreślił też jego dobrą technikę, balans, pracę nóg, a poproszony, by wskazał coś ekstra, dodał: znakomicie kontroluje dystans.
 
Jego rodak, Martin Murray, który dotrwał do 11 rundy twierdzi, że z nikim tak mocno bijącym nie był w ringu. – On walki jak pałką, tak, że aż dudni – podkreśla. I dodał, że największą trudność w walce z Gołowkinem sprawia kompilacja siły i pressingu, bo odbiera nie tylko siły, ale łamie ducha.
 
Nieco inaczej Gołowkina postrzega natomiast Jacobs. I trudno się dziwić, uważał przecież, że to on zasłużył w marcu na wygraną.
 
Daniel Jabobs najwyżej ocenia lewy prosty Kazacha. – Z nikim nie przyjąłem tyle lewych prostych, co z nim. Ale żaden z nich mnie nie zranił. Gołowkin bije mocno, ale nie najmocniej z tych, z którymi walczyłem – mówi ostatni rywal „GGG”.
 
Jak zwykle ring zweryfikuje te i inne opinie. Alvarez ma zapisany w kontrakcie rewanż, a Gołowkin nie ma takiej klauzuli. Nie można jednak wykluczyć, że na jednej walce się nie skończy. Obaj mają zagwarantowane po 15 mln dolarów, plus podział zysków z PPV, które powinno przynieść  znaczący przychód. Oscar De La Hoya liczy na ponad 2 mln sprzedanych przyłączy, to byłby świetny wynik.
 
Na razie wiemy, że szybko sprzedały się bilety do T-Mobile Arena w Las Vegas. Nic dziwnego, ten pojedynek już przed pierwszym gongiem uważany jest za Walkę Roku, nie brakuje głosów, że to może być nawet walka dekady. Na pewno jest jednym z najbardziej oczekiwanych pojedynków z uwagi na klasę rywali. Na takie wojny czeka się latami, a  później przechodzą do historii.  
 
Stawką w tym pojedynku będą pasy WBA i IBF należące do Gołowkina. Alvarez obrażony na federację WBC nie chce jej pasa, ale jeśli Kazach przegra, to straci i to trofeum, które będzie wakujące. 
 
Trzy tygodnie temu, w tej samej hali o kosmiczne pieniądze „walczyli” Floyd Mayweather Jr z Conorem McGregorem, emerytowany mistrz boksu i gwiazda MMA. Prawdziwego sportu było jak na lekarstwo, ale dolarów za to cała góra. Teraz zamiast cyrku będzie prawdziwa, wielka walka na szczycie, i to cieszy najbardziej. A honoraria też godziwe.