Kilka tygodni temu Robert Lewandowski udzielił wywiadu, o którym było głośno w całej Europie. Reprezentant Polski i gwiazda Bayernu skrytykował politykę transferową swojego klubu, który według niego "nie nadąża za Europą, a kwoty transferowe wydawane przez Bayern przy gigantycznych transferach Neymara czy Mbappe wyglądają śmiesznie. Działacze muszą coś wymyślić, potrzebujemy zawodników klasy światowej"
 
Największym transferem w historii mistrza Niemiec był Corentin Tolisso, który kosztował "zaledwie" 41 mln euro. Według "Lewego" tyle na dzisiejszym rynku kosztują zawodnicy "średniej klasy".
 
Słowa Lewandowskiego nie zmieniły jednak zdania Ulego Hoenessa, prezydenta Bayernu. W magazynie Kicker oznajmił wszem i wobec, że mistrz Niemiec nie będzie płacił absurdalnych kwot za piłkarzy:
 
- Rynek transferowy oszalał. Kluby się prowokują i wyrzucają gigantyczne pieniądze, ale ja mogę zapewnić wszystkich, że nie sprowadzimy żadnego piłkarza za sto milionów euro. W końcu nadejdzie moment, w którym kluby szastające wielkimi pieniędzmi na lewo i prawo będą musiały przestać to robić z różnych względów. W każdym roku tylko jeden zespół może triumfować w Lidze Mistrzów, a rozczarowanych jest zawsze cała kolejka. Niektórzy myślą, że popełniamy błąd, ale powinni docenić gdzie doszliśmy dzięki ciężkiej pracy.
 
Czyżby Hoeness odnosił się bezpośrednio do wywiadu Lewandowskiego?