Piłka nożna

Raków po decyzji Urzędu Miasta: Po raz...

Urząd Miasta w Częstochowie kilka dni temu poinformował o wycofaniu półmilionowej dotacji dla Rakowa ze względu na zamieszki w Chorzowie. Ponadto RKS ma zapłacić sankcję za antypromocję miasta. - Mamy do czynienia z dużym zgrzytem. Wiemy, że klub ma zwrócić dotację w wysokości 500 tysięcy złotych plus zapłacić jeszcze karę w wysokości stu tysięcy złotych. Nam się to w głowie nie mieści, że coś takiego mogło się zdarzyć – przyznaje Kołaczyk.

Nasuwa się pytanie dlaczego zatem beniaminek Nice 1 ligi zawarł umowę z miastem, w której był zawarty punkt o zachowaniu kibiców? - Z tego co wiem takich umów nigdy wcześniej nie było. Do tej naszej umowy wprowadzono punkt, który mówił, że zachowanie kibiców może rzutować na jej realizacje. Mimo wszystko wierzyliśmy w to, że rozmawiamy z miastem, że budujemy drużynę, że chcemy awansować do ekstraklasy i że miasto przy tym wszystkim też powinno być. Te rozmowy były toczone i powiem szczerze, że zaufaliśmy miastu. Trzeba jednak podkreślić, że nasi kibice robią bardzo dużego dobrego – angażują się w różne akcje charytatywne, pomagają nam w klubie. To są ludzie, którzy robią dużo dobrego. Zaufaliśmy, że ten punkt nam nie przeszkodzi. Okazuje się, że jeden wybryk, bo nie kojarzę, kiedy był jakiś inny, dodatkowo nie u nas na stadionie, gdzie nie my odpowiadaliśmy za zabezpieczenie tej imprezy, tylko to stało się w Chorzowie – my mamy jako klub odpowiadać za występki naszych kibiców gdzieś na obcym stadionie. Niedługo ktoś coś zrobi na mieście i okaże się, że to kibic Rakowa, a ja pójdę siedzieć. To jest dla mnie niezrozumiałe i nie przypuszczaliśmy, że miasto tak zareaguje. Nie ukarał nas nawet PZPN, który ukarał klub Ruch Chorzów za to, że były prowokacje i nie dopilnował porządku. My nie zostaliśmy ukarani przez PZPN, zostaliśmy ukarani przez nasze miasto – podkreśla były piłkarz m.in. Górnika Zabrze na pośrednictwem częstochowskiego Radia FON.

Raków Częstochowa wydał komunikat, w którym oświadczył, że brak miejskiej dotacji znacząco wpłynie na funkcjonowanie klubu i jego wypłacalność względem piłkarzy, sztabu szkoleniowego oraz pracowników po raz pierwszy od trzech lat. - Ja myślę, że to nawet już dłużej niż trzy lata nie było takiej sytuacji. Obserwuję pana Michała Świerczewskiego (właściciel klubu przyp. red.) i powiem szczerze, że na razie zachowuje duży spokój. Widzę, że kotłują mu się w głowie różne przemyślenia, bo dostał duży cios. Pierwszym tego dowodem jest to, że te nasze wypłaty są opóźnione, bo nie można tak po prostu wyjąć z kieszeni dwieście, trzysta tysięcy i załatać dziurę. Tak się nie da i jeżeli ktoś tak myśli, to u nas tak nie ma. Ja chciałbym podkreślić ile promocji nasz klub dał miastu w ostatnim czasie. My siedem lat temu nie zasługiwaliśmy na licencję w drugiej lidze, ale dostaliśmy kredyt zaufania w PZPN-ie. Doszliśmy do momentu, kiedy przyszedł pan Michał Świerczewski i pozwolił nam realizować marzenia. Wyciągnęliśmy ten klub z dołka i wszyscy obserwowaliśmy jego rozwój. Pokazaliśmy jak można wyprowadzić klub z totalnego dna do tego momentu, który jest teraz. Do tego dochodzi poziom sportowy, który nadal idzie do góry, więc daliśmy niesamowicie dużo promocji miastu. Ja wierzę głęboko, że ten temat nie jest zamknięty i nie wierzę, że to się tak skończy jak się nam wydaje. Chcemy rozmawiać, natomiast dzisiaj jesteśmy bardzo mocno rozczarowani taką decyzją – mówi Kołaczyk.