Piłka nożna

Grosicki dziękuje ekipie Polsatu Sport

Reprezentant Polski świetnie rozpoczął sezon na zapleczu Premier League, ale często ma wahania formy. Dlatego angielscy dziennikarze i eksperci często mają uwagi do jego gry. - Rozumiem wymagania, ale przyznaję, że takie opinie mnie denerwują. Czasem mnie nosi, chciałbym coś odpowiedzieć, napisać, ale zaciskam zęby. Staram się reagować na boisku. To najlepsze miejsce, by zamknąć usta krytykom. Cieszy mnie za to, że mam coraz lepsze relacje z kibicami. Na stadionie nigdy nie słyszałem gwizdów, ostatnie śpiewali nawet o mnie piosenki. To bardzo motywujące - stwierdził na łamach "Przeglądu Sportowego" wychowanek Pogoni Szczecin.

Mimo niestabilnej formy 29-latka bronią liczby. Polak w Championship rozegrał dotychczas 15 meczów i strzelił w nich 5 goli oraz 4 razy asystował. W ubiegłym sezonie na boiskach Premier Leagua w 15 spotkaniach ani razu nie wpisał się na listę strzelców, ale zaliczył za to jedną asystę więcej. Jednak Hull City po 16. kolejkach zajmuje dopiero 20. miejsce i zamiast walczyć o powrót do elity musi jak najszybciej wydostać się z dołu tabeli.

Grosicki żali się, że jako jeden z liderów w drużynie "Tygrysów" nie ma łatwego życia z angielskimi dziennikarzami. - Przede wszystkim wciąż mnie szczypie jeden angielski dziennik. Ich wymagania wobec mnie są bardzo duże: mam ciężko pracować w defensywie, chcą, żebym robił wślizgi, a to nie jest moja gra. Nie jestem przyzwyczajony, by jeździć na dupie, skakać do główek, wygrywać górne pojedynki z dwumetrowymi zawodnikami, wciąż wracać do obrony. Gdybym to wszystko potrafił, dziś nie grałbym w Hull City. Mam swój styl. Niech inni to szanują - apelował nasz reprezentant.

Jednak 54-krotny reprezentant Biało-Czerwonych ma świadomość, że 9 milionów euro, które zapłacono za niego niespełna rok temu musi wiązać się z dużymi wymaganiami. - Jestem jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w Hull, reprezentantem kraju, który jest 6. miejscu w rankingu, który jedzie na mistrzostwa świata. Zapłacono za mnie bardzo duże pieniądze, więc jest presja, są wymagania. Wszystko się zgadza. Samemu jednak świata nie zmienię - zaznaczył były gracz Stade Rennes.