Zacznę od końca. „Margonin miasto moich marzeń” – dumnie śpiewa wykonawca jednej z piosenek promujących małe miasteczko w województwie wielkopolskim. Tylko że może jest to wymarzone miejsce do wypoczynku, ale już tubylcy nie mają aż tak wielu atrakcji i zajęć. Dlatego kiedy kilka lat temu stanął tam wyciąg wakeboardowy, stał się nie lada gratką dla mieszkających tam dzieci. M.in. dla dwojga naszych reprezentantów – Jakuba Kado i właśnie Martyny Andrzejczak. – Jak tylko pojawił się wyciąg od razu złapałam zajawkę. Pływałam od 10 rano do 20. Nie poddawałam się – opowiada Martynka, która została dziś pierwszą polską medalistką MEiA w historii tej dyscypliny. I bodaj jedną z najmłodszych polskich zawodniczek jaka stanęła na podium zawodów tej rangi.

Z szarej myszki w mistrzynię

Rozmawiałam z Martynką na tym wyjeździe wiele razy. O wake’u i nie tylko. Ale to, co powiedziała, gdy nagrywałam z nią krótki wywiad po zawodach szczerze chwyciło mnie za serce… Zresztą oceńcie sami.


- Nie wyobrażam sobie życia bez wakeboardu i wakeskate’u. Poznałam tylu wspaniałych ludzi. Przyjaciół na całe życie! Łączy nas pasja, możemy się od siebie uczyć – to jest najfajniejsze. Nie mogę sama uwierzyć, że jadę gdzieś za granicę i są tam ludzie, którzy mnie znają. Kiedyś siedziałam sama pod klasą. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Byłam taką szarą myszką. Ale wakeboard zmienił mój charakter. ZROZUMIAŁAM, ŻE JESTEM COŚ WARTA…

Wtorek pełen wyzwań

Dziś Martynka miała bardzo pracowity dzień. Najpierw kwalifikacje „skate’a”, potem LCQ czyli dogrywka w wakeboard Girls. W obu startach poszło dobrze, więc w ciągu ostatniej godziny zawodów nasza 14-latka musiała dwukrotnie (czyli łącznie czterokrotnie) płynąć w finałach. W wakeboardzie rywalki były poza zasięgiem, ale sił i nerwów trochę Martyna straciła. Ostatecznie zajęła szóste miejsce, ale tu sama nie liczyła na podium. Wszyscy za to już przed startem mistrzostw powiesili jej na szyi medal w wakeskacie. Tymczasem w pierwszym przejeździe – szok! Wywrotka! Na tricku, który zawsze jej wychodzi. No to zaczęła się prawdziwa nerwówka… Wóz albo przewóz. I choć wszyscy wiedzieli, że jest dobra, to w tej konkurencji małe potknięcie wystarczy, żeby zaprzepaścić wszystko. Ale ta dziewczyna ma mocną głowę. Popłynęła po brązowy medal, spychając z pudła Włoszkę Claudię Pagnini.

W środę o tytuł w kategorii Masters Ladies (30+) powalczą Aleksandra Tomkowicz i Natalia Grabowska.