MŚ w lotach: Dwunasta duża impreza Huli – dopiero pierwszy medal!

Zimowe
MŚ w lotach: Dwunasta duża impreza Huli – dopiero pierwszy medal!
fot. Cyfrasport

Stefan Hula był w niedzielę w Oberstdorfie najbardziej wzruszonym skoczkiem narciarskim w polskiej drużynie, która wywalczyła brązowy medal mistrzostw świata w lotach. W kadrze jest od 12 lat, to była jego dwunasta duża impreza, ale dopiero pierwszy medal.

Po ceremonii dekoracji Hula z dziennikarzami rozmawiał łamiącym się głosem. „Pewnie to, że jestem medalistą mistrzostw świata, dotrze do mnie, jak opadną emocje. Na razie widzę, że medal jest. Bardzo się z niego cieszę, jest dla mnie bardzo ważny, jest spełnieniem marzeń” – przyznał 31-letni zawodnik ze Szczyrku i dodał: „Jestem wzruszony, w telewizji trochę się popłakałem”.

Na medal czekał najdłużej ze wszystkich zawodników w obecnej kadrze. Z biało-czerwoną drużyną jeździ od 12 lat. Jego pierwszą wielką imprezą były... mistrzostwa świata w lotach w 2006 roku w Bad Mitterndorf.

„To wzruszenie jest tak duże także przez to, że już trochę skaczę. W zawodach drużynowych, w których występowałem, bywaliśmy blisko podium, ale zawsze czegoś brakowało. A teraz mam ten medal, nikt mi go nie zabierze i to jest piękne” - skomentował.

To nagroda za cierpliwość, ciężką pracę i wiarę w siebie. Przez długie lata należał raczej do skoczków wyszydzanych, niż podziwianych. Złośliwi literę „H” w jego nazwisku zamieniali na „B”. Powstawały dowcipy, z nim w roli głównej. Wielu kibiców nie potrafiło mu też zapomnieć konkursu w ... Oberstdorfie, ale 10 lat temu. Wówczas zepsuł skok i pozbawił drużynę szansy na wysoką lokatę.

„To był dla mnie trudny czas, ale on należy do przeszłości. Nie zamierzam tego rozpamiętywać. Warto czekać, warto mieć marzenia i ciężko na nie pracować. Dziękuję mojej rodzinie, rodzicom, żonie. Oni zawsze mnie wspierali” – powiedział.

Wsparcie miał zwłaszcza w ojcu – także Stefanie, który był kombinatorem norweskim, brązowym medalistą mistrzostw świata z 1974 roku.

„Zawsze mogłem na niego liczyć. Opłacało się czekać” – przyznał Hula.

Dumni ze „Stefka” – jak jest nazywany w ekipie – byli także Adam Małysz i prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner. Pierwszy z nich z Hulą jeszcze rywalizował, podczas igrzysk w Vancouver (2010) mieszkali nawet w jednym pokoju.

„To typowy przykład zawodnika, którego wielu już skreśliło. A on mimo wszystko cały czas się rozwijał. Teraz dostał super szansę. Dopasował się bardzo dobrze do teamu i zrobił potężny postęp” – ocenił Małysz, niegdyś znakomity skoczek, a obecnie dyrektor sportowy związku.

Także Tajner był pod wrażeniem występu Huli w Oberstdorfie. Zresztą do drużyny wdarł się przebojem i „wykorzystał” słabszą postawę Macieja Kota.

„Był taki czas, kiedy Stefan położył konkurs drużynowy. Minęło parę lat, nabrał dojrzałości. Bardzo spokojnie i rzetelnie wykonuje trening, utrzymuje się cały czas w dobrej dyspozycji psychofizycznej i jeszcze się rozwinął. To jest 31-letni zawodnik, ale myślę, że spokojnie może jeszcze marzyć o kolejnych igrzyskach w Pekinie. Cierpliwość jest bardzo ważna i to widać na tym przykładzie” – podkreślił Tajner.

Obok Huli w drużynie w Oberstdorfie wystąpili Kamil Stoch, Piotr Żyła i Dawid Kubacki. Polacy nigdy wcześniej nie stanęli na podium mistrzostw świata w lotach w konkursie drużynowym. Indywidualnie medale mają brązowy Piotr Fijas (1979) i srebrny Stoch (2018).

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze