Po katastrofalnie rozegranym ELEAGUE Majorze zawodnicy Virtus.pro pozostają bardzo oszczędni w słowach. Nie komentują sprawy w ogóle lub robią to bardzo skrótowo - jak przykładowo Jarosław ‘pashaBiceps’ Jarząbkowski, który na Twitterze napisał po prostu, że nie będzie już więcej legendą (w „majorowym” tego słowa znaczeniu). Schemat ten przełamał jednak kapitan zespołu. TaZ w bardzo emocjonalny sposób odniósł się do porażki zarówno na Facebooku, jak i na Twitterze. Jak się okazuje, Wojtas ciągle wierzy w sukcesy swojej formacji.

- Albo macie rację i się już skończyliśmy, albo ta klęska sprawi, że zespół jeszcze ożyje. Chciałbym, abyśmy przestali przejmować się tym, co mówią ludzie i skupili się na wzajemnej pomocy w zespole. Społeczeństwo jest żądne krwi, ale to od nas zależy, czy ją dostanie, czy jednak się obudzimy - zareagował gracz na zalewające Internet komentarze o końcu ważnego w historii esportu etapu.

Chwilę później zawodnik rozwinął swoją myśl na Facebooku. - W skrócie, albo jesteśmy drużyną albo bandą pięciu Polaczków, którzy bardziej cenią sobie komentarze i opinie „znawców". Albo faktycznie mamy serce i wole walki, albo poddamy się jak każdy znawca uważa - napisał pod zdjęciem meczowego trykotu i flagi Polski. I faktycznie z wypowiedzi TaZa wynika, że ten nadal jest bardzo zmotywowany. - Ta drużyna zdobyła miliony fanów nie tylko grą, ale przede wszystkim osobowością i sercem. Nikt o tym nie pamięta, nikt o tym nie mówi, obyśmy my sobie to przypomnieli. Ta sama grupa graczy rozjeżdżała „super teamy” ostatnich czterech lat. Raptem nie umiemy strzelać, grać? Niezłe bzdury. Przykro mi. To jest bolesna klęska - czytamy.

Virtus.pro odpadło z ELEAGUE Majora w fazie grupowej. Polacy przegrali wszystkie swoje mecze, w konfrontacjach z Quantum Bellator Fire, fnatic i Cloud9 zdobywając łącznie tylko szesnaście rund. Formacja znad Wisły straciła tym samym status legendy i - jeśli za cel postawi sobie występ na kolejnym Majorze - będzie musiała przedrzeć się przez kwalifikacje.