Czwartkowy dorobek Gortata złożył się na pierwsze tzw. double-double od ponad miesiąca. 25 lutego w starciu z Philadelphia 76ers uzyskał 13 punktów i 10 zbiórek.

 

W meczu z Pistons polski środkowy na parkiecie przebywał 28 minut - to najdłużej również od wspomnianego spotkania z 76ers. Trafił pięć z siedmiu rzutów z gry, a na swoim koncie zapisał także: trzy asysty, przechwyt, dwie straty i trzy faule.

 

Po pierwszej połowie na tablicy wyników był remis 49:49. Po przerwie "Czarodzieje" jednak szybko znaleźli się w opałach. Najpierw urazu stawu skokowego doznał Otto Porter Jr. i już nie wrócił do gry. Na razie nie wiadomo, jak długo potrwa leczenie, ale kontuzja nie wyglądała na poważną.

 

Od tego momentu Pistons zaczęli budować przewagę, która szybko urosła do 15 punktów. Z takim zapasem przystąpili do czwartej kwarty i już do końca kontrolowali przebieg gry. Świetnie w ich szeregach spisywał się Andre Drummond. 24-latek, występujący na tej samej pozycji co Gortat, zdobył 24 punkty i miał 23 zbiórki. Trafił 10 z 16 rzutów z gry. - Zaczęliśmy raz za razem tracić piłkę i przestaliśmy trafiać do kosza. W dodatku w obronie też nie graliśmy dobrze. Po prostu nagle zaczęliśmy zawodzić w każdym aspekcie - powiedział trener Wizards Scott Brooks.

 

Spośród jego podopiecznych najskuteczniejszy był Bradley Beal - 15 pkt. Jeszcze niedawno wydawało się, że Wizards będę walczyć nawet o trzecie miejsce na Wschodzie, ale porażka z Pistons była czwartą w ostatnich pięciu meczach. Teraz pozostała im już tylko obrona szóstej pozycji.

 

Przed drużyną Gortata jeszcze siedem spotkań w sezonie zasadniczym. Kolejne rozegra w sobotę, we własnej hali z Charlotte Hornets (34-42). Wizards potrzebują dwóch zwycięstw, by zapewnić sobie udział w fazie play off.

 

W Konferencji Wschodniej prowadzi Toronto Raptors (55-20), a na Zachodzie i zarazem w całej lidze najlepsi są koszykarze Houston Rockets (61-14). Minionej nocy obie drużyny odpoczywały.