Pindera: "Pięćdziesiątka" Tygrysa

Sporty walki
Pindera: "Pięćdziesiątka" Tygrysa
fot. PAP

Dariusz Michalczewski kończy dziś 50 lat. Świętuje w Hamburgu, ale to nie oznacza, że wraca do Niemiec.

Mistrzem świata (WBO) wagi półciężkiej był dziewięć lat. 48 walk wygrał (38 przed czasem) dwa ostatnie pojedynki przegrał, w tym ten z Meksykaninem Julio Gonzalezem niesłusznie. Z Fabrizem Tiozzo kontrowersji nie było. „Tygrys” został znokautowany, jeden jedyny raz w zawodowej karierze. I to przez rywala, którego przed laty, podczas mistrzostw Europy juniorów w Kopenhadze (1986) pokonał.

 

Poznałem go rok, czy dwa lata wcześniej, dokładnie już nie pamiętam. Zadzwonił do mnie nieżyjący już Piotrek Aleszko pracujący w PZB, że jest taki młody chłopak z którego na pewno coś wyrośnie. Sądziliśmy, że zdobędzie medal na mistrzostwach świata juniorów w Bukareszcie (1985), ale trener Czesław Ptak dokonał innego wyboru. Powiedzmy od razu, wyboru niesprawiedliwego, to Michalczewski,, przyszły zawodowy mistrz świata, powinien wtedy reprezentować Polskę w wadze półśredniej.


Czesław Ptak, gdy zapytałem go po latach dlaczego nie wziął go na ten turniej tylko się uśmiechnął. – Być może uratowałem mu karierę. Z Kubańczykiem Juanem Lemusem mógł przegrać przez nokaut. Nie wiem, czy by się pozbierał - odpowiedział.


A ja wcale nie jestem przekonany, czy Lemus wygrałby z Michalczewski. Darek już wtedy rozbijał swych rywali lewym prostym. Gdyby rozbił też Kubańczyka, ten straciłby zapewne miejsce w reprezentacji swego kraju i nie został złotym medalistą olimpijskim i mistrzem świata.


Dłużej mogłem się przyjrzeć Michalczewskiemu na zgrupowaniu w Giżycku, rok później. Graliśmy w pingponga, ścigaliśmy się na kajakach. Darek w każdej sytuacji walczył do końca, nie uznawał taryfy ulgowej. I tak było później, gdy przyszło mu toczyć największe i najważniejsze walki w życiu.


Byłem przy ringu, gdy w 1987 roku w Krakowie, mając niespełna 19 lat wygrywał wraz z kolegami z rocznika „68” , Jankiem Dydakiem i Andrzejem Gołotą mistrzostwa Polski seniorów. Rok później podczas turnieju Inter Cup w Karlsruhe został w RFN wraz z Dariuszem Kosedowskim, młodszym bratem Leszka i Krzysztofa, medalistów olimpijskich.


Można więc powiedzieć, że obaj, a szczególnie Michalczewski, oddali zbliżające się igrzyska w Seulu (1988) walkowerem. „Tygrys” nie lubi rozpamiętywać co by było, gdyby. W 1991 roku zdobył dla Niemiec tytuł mistrza Europy w wadze półciężkiej i byłby faworytem w rozgrywanych w tym samym roku w Sydney mistrzostw świata, które wygrał Torsten May. A przecież on tego Maya lał w Niemczech. Co więcej, Torsten May zdobył olimpijskie złoto w Barcelonie (1992). Michalczewski był już wtedy zawodowcem.


We wrześniu 1994 roku komentowałem jego walkę o pas WBO z Amerykaninem Leeonzerem Barberem w Hamburgu. To była pierwsza transmisja boksu zawodowego na żywo z miejsca zawodów polskiej telewizji. A później relacjonowałem kolejne obrony, w tym wspaniały pojedynek z Virgilem Hillem, którego stawką były też pasy IBF i WBA.


Z Darkiem współpraca była przyjemnością. Nigdy nie odmówił wywiadu, rozmawiał na każdy temat. I wciąż wygrywał. Wielkie hale na jego walkach były pełne, atmosfera znakomita, „Oko Tygrysa” z filmu Rocky, przebój przy którym wchodził do ringu, już na zawsze kojarzyć mi się będzie z Michalczewskim.


Ostatnich dwóch przegranych walk już nie komentowałem, miałem to szczęście, że gdy siadałem za mikrofonem zawsze wygrywał.


Jego życie poza ringiem było równie burzliwe jak walki. Ma trzecią żonę, trzy rozwody za sobą (w tym dwa z pierwszą żoną), czwórkę dzieci, trzech synów i córkę, oraz biznes, który przynosi dochody nie mniejsze niż te na które zapracował w ringu.


Gdy ostatnio zadzwonił i zapytałem, czy wszystko w porządku, odpowiedział krótko: Jest OK, a może jeszcze lepiej. Oby tylko być zdrowym.

 

I tego mu życzę, bo z innymi problemami, jeśli oczywiście się pojawią (oby nie), to sobie poradzi. Tak jak wtedy, gdy walczył i wygrywał. Nawet jak miał w pierwszych rundach kłopoty, to byłem spokojny, wiedziałem że wyjdzie z opresji obronną ręką, czyli swym firmowym lewym prostym.


STO LAT DAREK!!!

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze