Pięściarz z Liverpoolu po raz kolejny udowodnił, że bywa niedoceniany i zaskakująco szybko znokautował Haye'a w ich rewanżowej walce. Jeszcze przed samym pojedynkiem dużo mówił o tum, że rodzina nie chce, by boksował, ale jest to jego pasja i nie chce z niej rezygnować. Po odniesionym zwycięstwie wyznał, że interesują go tylko starcia z największymi: w gronie swoich potencjalnych rywali wymienił m.in. Andre Warda.

Ward zakończył karierę we wrześniu zeszłego roku po tym, jak dwukrotnie pokonał Siergieja Kowaliowa. - Nie mógłbym zrobić tego bez Was, ale muszę być szczery: odchodzę, ponieważ moje ciało nie może więcej znieść sportowego rygoru, przez co nie mam już pragnienia walki - napisał wtedy w specjalnym oświadczeniu.

Amerykanin w końcu skomentował wyzwanie Bellew. - Czuję się błogosławiony. Właśnie opuściłem plan filmu "Creed 2" i jestem w drodze na plan "The Contender". Mam szansę na prowadzenie tego show. Na tym jestem teraz skupiony, a Bellew życzę wszystkiego najlepszego - przyznał.

Ward przyznał także, że czeka na telefon od promotora Eddie'ego Hearna od sytuacji z Carlem Frochem, kiedy ten bił się po raz drugi z Mikkelem Kesslerem. I do tej pory się nie doczekał. Czy skusi się na kolejną walkę?