Rower Froome'a prześwietlano promieniami rentgenowskimi w poszukiwaniu ukrytych silniczków i innych nielegalnych usprawnień. Takie badanie wykonano m.in. po 19. etapie, wygranym przez kolarza grupy Sky w spektakularnym stylu. Triumfator wszystkich trzech najważniejszych tourów finiszował wówczas po samotnej, 80-kilometrowej ucieczce, rozpoczętej na bardzo długim (18,5 km), częściowo szutrowym podjeździe na przełęcz Finestre.

Froome odebrał wtedy prowadzenie rodakowi Simonowi Yatesowi (Mitchelton-Scott), którego rower został przebadany 11-krotnie. Łącznie w ten sposób sprawdzono 58 uczestników wyścigu, a ponadto wykonano 1440 badań rowerów specjalnymi tabletami.

- Nie wykryto żadnych nieprawidłowości. Naszym celem jest pokazanie, że kolarze nie używają silników i wszyscy walczą na równych warunkach - powiedział szef UCI David Lappartient.

Pierwszy przypadek dopingu technologicznego wykryto w styczniu 2016 roku, kiedy znaleziono silniczek w rowerze Belgijki Femke Van den Driessche. Zawodniczka została ukarana sześcioletnią dyskwalifikacją.(PAP)

Start Froome'a w 101. edycji Giro d'Italia owiany jest jednak kontrowersjami z innego powodu. Podczas ubiegłorocznej Vuelta a Espana u Brytyjczyka wykryto podwyższony poziom salbutamolu - środka dla astmatyków. On sam ma zdiagnozowaną tę przypadłość i może stosować niektóre leki, ale w tym wypadku norma była wyraźnie przekroczona. Froome nie przyznał się do złamania przepisów. Sprawę bada Trybunał Antydopingowy przy UCI.