Pindera o Cieślaku: Głodny zwycięstw i boksu

Sporty walki

Tak mówi o sobie Michał Cieślak, który w Legionowie wygrał bardzo pewnie z Siergiejem Radczenką.

Niewiele brakowało, by Cieślak zakończył pojedynek z Ukraińcem w drugiej rundzie, ale może i lepiej, że tak się nie stało. Miał dzięki temu okazję poboksować trochę dłużej.

 

29-letni Cieślak to od kilku lat polska nadzieja kategorii junior ciężkiej. Kategorii w której Polska miała trzech mistrzów świata (Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, Tomasz Adamek i Krzysztof Głowacki, można też do tego grona dopisać Dariusza Michalczewskiego, choć walczył wtedy pod niemiecką flagą, a limit tej wagi był niższy) oraz mistrza Europy (Mateusz Masternak). I wszyscy (oczywiście poza „Tygrysem”) są wciąż aktywni, a oprócz nich jest przecież  jeszcze Adam Balski, Nikodem Jeżewski i Michał Olaś, a już wkrótce do tego grona dołączy Andrzej Fonfara. Mieszkający w USA „Polski Książe” ma za sobą walki o mistrzowskie tytuły w wadze półciężkiej. Jak poradzi sobie w wyższej wadze zobaczymy już 16 czerwca na Torwarze, gdzie zmierzy się z Ismaiłem Siłłachem.

 

Wracając jeszcze do wagi cruiser. W pażdzierniku zobaczymy też debiut Igora Jakubowskiego, naszego wicemistrza Europy z Samokowa i olimpijczyka z Rio de Janeiro.

 

Tak w dużym skrócie wygląda obraz tej kategorii w Polsce. Cieślak ma nadzieję, że z nowym trenerem (Andrzej Liczik) szybko nadrobi stracony czas i zrealizuje swoje marzenia. Na razie nie chce o nich mówić, chce wygrywać.

 

Z Ukraińcem Radczenką, który 2 lutego tego roku w Nysie sprawił wiele kłopotów Głowackiemu rozprawił się zdecydowanie. I nawet jeśli popełniał w tej walce proste błędy, to plusów było zdecydowanie więcej.

 

Po pierwsze waga, mówiłem o tym w studiu Polsatu. Cieślak nie musiał korzystać z punktu zapisanego w kontrakcie, który pozwalał na kilogram tolerancji (91,7 kg). On wniósł na wagę 90,2 kg i nie sprawiał wrażenia, że przyszło mu to z dużym trudem.

 

Po drugie uruchomił lewą ręką i nogi. Potrafi zmienić tempo walki, wystrzelić nieoczekiwanie prawym bezpośrednim, prostym lub sierpowym, czym mocno dawał się we znaki Radczence. Ukrainiec leżał na deskach trzy razy, myślę że gdyby w pewnym momencie Cieślak przycisnął mocniej, wygrałby przed czasem. Ale nie nokaut był w tej walce najważniejszy.

 

Nie  ukrywam, że pięściarz z Radomia w tym pojedynku zrobił na mnie dobre wrażenie. Widać jego spore możliwości, ciekaw jestem tylko, czy Liczik je z Cieślaka wyciągnie. Michał ma dobre warunki fizyczne, długie ręce, potrafi zmienić tempo walki, gwałtownie przyśpieszyć. Najważniejsze też, że on sam ma świadomość ile jeszcze jest do zrobienia. A w Polsce jest tylu dobrych cruiserów, że jak zajdzie taka potrzeba, to będzie miał z kim sparować.

 

Za dwa tygodnie, 16 czerwca zobaczymy go na warszawskim Torwarze. Tempo chyba nieco zbyt szybkie,  ale Cieślak pali się do kolejnego pojedynku. Ma za sobą gorsze chwile, zawieszenie i świadomość straconego czasu. Widać że jest bardzo  głodny zwycięstw i  boksu, chce ten stracony czas jak najszybciej nadrobić.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze