Marcin Lepa: Nadszedł mecz, w którym w końcu wy byłyście faworytkami.

Malwina Smarzek: Tak, trudniej się gra, kiedy gra się przeciwko Argentynie, w którym celem jest pewna wygrana. Mecz od początku był kontrolowany, a to cieszy. Pamiętam nasz zespół sprzed roku, dla którego wygrywanie z niżej plasowanymi zespołami było trudne. Było dużo falowanej gry, ale dziś pokazałyśmy, że od początku do końca potrafimy kontrolować spotkanie. Był to inny mecz niż ten z Chinami, czy USA, gdzie nie miałyśmy nic do stracenia. Tutaj presja była spora.

W tym turnieju macie rywalki, które stawiają zupełnie inne warunki niż top światowy.

Na pewno te dwa mecze będą bardzo trudne dla nas, bo ciąży na nas duża presja. Zarówno Niemki, jak i Belgijki to bardzo dobre zespoły. Nie można mówić, że są od nas gorsze, bo będą dwa bardzo wyrównane spotkania. Mocno się na nie nastawiamy tak, jak byłymy nastawione na Argentynę. Nigdy nie można lekceważyć przeciwnika.

Czujesz, że jesteś w stu procentach liderką ofensywną, która będzie potrzebna też w innych spotkaniach?

Dostaję tyle piłek ile dostaję. Staram się jak najwięcej z tego skończyć, taka jest moja rola w zespole. Cieszę się, że dziewczyny i trener mi ufają i wierzą, że skończę najważniejsze piłki w końcówce. To dla mnie też momentami jest ciężkie, bo nie zawsze mecz wychodzi. To turniej, w którym są mecze lepsze i gorsze, przeciwnicy też są lepsi i gorsi. Czasami presja jest ciężka do wytrzymania, kiedy wiem, że dostaję piłkę przy 14:14 w tie-breaku.  Trzeba wytrzymać to wszystko. Mamy fajnie poukładany zespół. Mamy dziewczyny, które świetnie przyjmują, bardzo dobre środkowe, ale piłki sytuacyjne, które są na styku muszę kończyć ja, taka jest moja rola.

Cała rozmowa z Malwiną Smarzek w załączonym materiale.