Biało-Czerwoni najpierw przegrali z Senegalem 1:2, a w niedzielę ulegli Kolumbii 0:3, tracąc szanse na wyjście z grupy. - Na początku podjęliśmy rękawicę, gra była ostra, być może nadająca się do pokazania żółtych kartek. Potem Kolumbijczycy zaczęli coraz częściej dochodzić do głosu. Grali tak, jak lubią – z pierwszej piłki, z dużą ilością krótkich podań do nogi, w ruchu. Jeśli rywalowi nie uda się wybić ich z rytmu, to tak to wygląda, jak w niedzielę – ocenił były zawodnik m.in. Górnika Zabrze i angielskiego Evertonu.

 

Podkreślił, że zawodnicy Kolumbii zagrali w meczu z Polakami świetnie taktycznie.

 

- W końcówce pozwalali sobie na grę pod publiczkę, co czasem ich gubi. W niedzielę tak się nie stało - dodał mieszkający w USA Warzycha.

 

Jego zdaniem Polacy nie potrafili stworzyć zagrożenia pod bramką rywali w obu swoich meczach podczas rozgrywanych w Rosji mistrzostw.

 

- Z Senegalem straciliśmy gole po błędach, to prawda. Natomiast na pewno przyzwyczailiśmy się, że nasz zespół stwarza sobie dużo więcej podbramkowych okazji. W eliminacjach mieliśmy dobre "boki", dużo groźnych "wrzutek" w pole karne przeciwnika. Na mistrzostwach tego nie było. Nie mieliśmy pewności siebie. Podoba mi gra Bartosza Bereszyńskiego, ale on jest obrońcą. Rola pomocnika, który ma zrobić przewagę, grać "jeden na jeden", kiwnąć kogoś i wrzucić do Roberta Lewandowskiego, to jednak coś innego - stwierdził 47-krotny reprezentant Polski.

 

W jego opinii zespół trenera Adama Nawałki grając tak, jak w eliminacjach, nie miałby dużych problemów w spotkaniach z Senegalem czy Kolumbią.

 

- Gdybyśmy grali bardzo dobrze taktycznie, z dobrym przemieszczaniem się, asekuracją, tak, żeby każdy wiedział, co ma robić, bylibyśmy równorzędnym przeciwnikiem. Ale coś się zachwiało. Nasza drużyna grająca w ostatnich sparingach i na mistrzostwach, nie była tą z eliminacji – powiedział były trener m.in. Górnika Zabrze.

 

Polacy w swoim ostatnim meczu turnieju zagrają w czwartek z Japonią.