Zdaniem Dyrektora ds. Sportu Telewizji Polsat nie należy wyciągać pochopnych wniosków ze słabego występu Polaków na mistrzostwach świata 2018.

- Zrezygnowałbym z tonu sugerującego, że mamy do czynienia z klęską bądź katastrofą. Piłka nożna cały czas pozostaje sportem i nie ma co hiperbolizować znaczenia mundialowej porażki. Na pewno konieczna jest zaś dyskusja o przyszłości tej dyscypliny w Polsce, której stronami muszą być PZPN, Ministerstwo Sportu, ale również Ministerstwo Edukacji Narodowej, bo jednak brakuje nam pełnej wiedzy o fundamentach - powiedział Dyrektor ds. Sportu w Telewizji Polsat Marian Kmita.

Następnie zwrócił on również uwagę, że realne możliwości Biało-Czerwonych zostały nieco rozmyte przez nieco szczęśliwą przygodę na Euro 2016.

- Myślę, że właściwy obraz kadry zaburzył nam trochę sukces na mistrzostwach Europy we Francji, gdzie wywalczyliśmy wynik nieco ponad stan. Teraz trzeba się zastanowić: jak szkolimy młodzież, jak wygląda nasz system i czy w ogóle jakiś mamy - dodał.

Następnie podkreślił, że nie tylko Polacy przeżyli na rosyjskim mundialu wielkie rozczarowanie.

- Apelowałbym tylko jeszcze raz, abyśmy nie robili z mundialowej porażki tragedii narodowej. Takie rzeczy się zdarzają i to nie tylko w naszym kraju, ponieważ Argentyńczycy są w bardzo podobnej sytuacji. Po przegranej gospodarzy 0:3 z Urugwajem rosyjscy dziennikarze również nie wyrywają sobie włosów z głowy, tylko raczej starają się znaleźć odpowiedź na pytanie co należy poprawić - dodał.

Na koniec skomentował również przyszłość Adama Nawałki w roli selekcjonera reprezentacji Polski.

- Co do przyszłości Adama Nawałki jako selekcjonera kadry, to myślę, że jego deklaracja, wedle której ma się on oddać do dyspozycji zarządu PZPN po mistrzostwach świata, może świadczyć o zakończeniu współpracy. Ten wspaniały okres, w którym przywrócono nam wiarę w polską piłkę i przypomniano o sukcesach Biało-Czerwonych z lat 70. i 80. dobiegł końca i Zbigniew Boniek będzie bardzo poważnie zastanawiał się nad zmianą trenera - zakończył Kmita.

Cała wypowiedź Mariana Kmity w załączonym materiale wideo.