Końcowe rozstrzygnięcia nie są żadną sensacją. No może w takich kategoriach powinniśmy potraktować porażkę Brazylii z Turcją 0:3 w półfinale, ale jeśli zagłębimy się nieco szerzej w taktyczne aspekty tej rywalizacji, to co najwyżej możemy mówić o niespodziance, i to wcale nie takiej dużej. Amerykanki z kolei były najlepsze w Nanjing, jako jedyne nie przegrały meczu, one też wygrały fazę interkontynentalną rywalizacji notując na koncie 13 zwycięstw i tylko dwie porażki. O przypadku nie ma więc mowy. Przypomnijmy w tym miejscu, że Polki zakończyły część eliminacyjną na dobrej, wysokiej ósmej pozycji z dorobkiem ośmiu wygranych meczów. Co więcej, biało-czerwone wyprzedziły w tym rankingu Chinki, które zanotowały o jedno zwycięstwo mniej od naszej drużyny, ulegając nam w bezpośrednim starciu 2:3 podczas turnieju w Macau.

 

Ochy i achy…

 

Występ Polek w tegorocznym cyklu Ligi Narodów trzeba ocenić bardzo dobrze, ale też nie można zbytnio… przesadzać w „ochach i achach”, bo trzeba pamiętać, że najlepsze drużyny globu szykują szczyt formy na jesień, na mistrzostwa świata, na których niestety naszej reprezentacji zabraknie. Większość ekip grających w LN potraktowała te rozgrywki jako poligon doświadczalny przed docelową imprezą jaką będzie siatkarski mundial. W naszym przypadku było inaczej. Dla nas docelową imprezą w tym roku była właśnie Liga Narodów.

 

Bezcenne doświadczenie

 

Największym plusem gry w Lidze Narodów dla naszej reprezentacji była możliwość zmierzenia się z topowymi drużynami i nie ma tu żadnego znaczenia fakt, że większość z nich nie zagrała w optymalnych składach. Samo wyjście na boisko i podjęcie walki z takimi tuzami jak USA, Brazylia, Włochy, Rosja, Turcja, Chiny ma wartość samą w sobie. Ze wszystkimi ekipami powalczyliśmy, więcej – nieoczekiwanie wygraliśmy kilka spotkań, bezbłędnie wykorzystaliśmy atut własnego boiska, no i to co najważniejsze – nasze siatkarki na własnej skórze przekonały się, co to znaczy pełny i prawdziwy cykl reprezentacyjny z przelotami po całym świecie, treningami w hotelowych korytarzach, ciągłym meczowym stresem i koniecznością bezustannej rywalizacji z najlepszymi na świecie. Doświadczenia bez dwóch zdań bezcenne.

 

Bez gdybania

 

Po ostatnim występie naszej reprezentacji podczas turnieju w Wałbrzychu, i nieco wcześniej zresztą też, pojawiły się opinie, że gdyby w składzie naszej drużyny znalazła się jeszcze Joanna Wołosz (przypomnijmy, że nie grała w tym roku w reprezentacji w porozumieniu z trenerem Jackiem Nawrockim ze względu na sprawy osobiste), to wynik naszej drużyny byłby jeszcze lepszy, bardziej okazały i może nawet awansowalibyśmy do Final Six w Nanjing. Teza jak teza, teoria jak teoria, ale tego jakby było nigdy się nie dowiemy, bo nie jesteśmy w stanie tego w żaden sposób sprawdzić. Pewne jest jedno. Joanna Wołosz jest znakomitą rozgrywającą, obecnie jedną z najlepszych na świecie, ale to naprawdę nie znaczy, że z nią w składzie reprezentacja uzyskałaby lepszy wynik. Równie dobrze przecież mogłaby uzyskać gorszy.

 

Liczby Malwiny

 

Tegoroczna edycja Ligi Narodów pokazała, że nareszcie doczekaliśmy się solidnego kręgosłupa drużyny na którym Jacek Nawrocki może stawiać solidne fundamenty. Jednym z nich jest oczywiście Malwina Smarzek, bezdyskusyjna liderka zespołu. Malwina bezapelacyjnie wygrała klasyfikację najlepiej punktujących zawodniczek cyklu w fazie interkontynentalnej gromadząc na swoim koncie aż 361 punktów. Dla porównania, tak wyglądał dorobek najskuteczniejszych siatkarek w swoich zespołach przed Final Six w Nanjing: Bartsch (USA) – 192 pkt, Boz (Turcja) – 197 pkt, Sloetjes (Holandia) – 202 pkt, Li (Chiny) 120 pkt, Tijana Bosković (Serbia) – 206 pkt, Tandara (Brazylia) – 207 pkt.

 

Ściana „Kąki”

 

W indywidualnym rankingu znakomicie wypadła też kapitan naszej reprezentacji – Agnieszka Kąkolewska, która wygrała klasyfikację najlepiej blokujących z dorobkiem aż 42 punktowych bloków. W ogóle gra bloku naszej reprezentacji wyglądała bardzo dobrze w całym cyklu. Swoje dołożyła Zuzanna Efimienko oraz skrzydłowe, które w niektórych momentach potrafiły w kluczowych sytuacjach, czasami w pojedynkę, zatrzymywać akcje rywalek. Na pewno na grę naszego bloku duży wpływ miała także dobra i regularna zagrywka. Tutaj z kolei pierwsze skrzypce grała nasza rozgrywająca Marlena Pleśnierowicz, która wygrała klasyfikację najlepiej serwujących siatkarek. Ni3e dość, że najwięcej razy pojawiała się w polu serwisowym, to dodatkowo jeszcze zanotowała największą liczbę punktów zdobytych bezpośrednio z zagrywki, w sumie 24.

 

Dobry ruch

 

Po trzech latach pracy trenera Jacka Nawrockiego można powiedzieć, że nasza żeńska reprezentacja nareszcie zrobiła krok w przód. Teraz czas na kolejne. Z pewnością przysłużą się im dobre wybory naszych siatkarek, czy ich agentów, bo w takich kategoriach należy rozpatrywać transfery najlepszych – Kąkolewskiej i Smarzek do Włoch. Pierwszy transfer już się dokonał. Pomi Casalmaggiore w ubiegłym tygodniu zaprezentowało oficjalnie Agnieszkę jako swoją zawodniczkę. Wszystko wskazuje na to, że na Półwysep Apeniński przeniesie się też Malwina, tak przynajmniej można wywnioskować po ruchach transferowych Chemika Police. O jej transferze do klubu z Bergamo mówi się od dłuższego czasu i bez dwóch zdań – temu transferowi trzeba zwyczajnie kibicować.