- Trudno moją dotychczasową przygodę ze sportem nazwać karierą. Lekkoatletyką zajmuję się jednak od 12. roku życia. Do tego roku najwyżej na MP byłam 4-5, a wiadomo, że ludzi takie osiągnięcia nie interesują - podkreśliła złota medalistka niedawnych mistrzostw kraju, które odbyły się w Lublinie.

 

Do 2016 roku Sabat reprezentowała klub MKL Sparta Stalowa Wola. Jej pierwszym trenerem był Edward Sudoł. Sama przyznaje, że jej treningi w tym okresie raczej przypominały przygotowania do dystansu 1500 m i nie były do końca dostosowane do jej stylu biegania. Słabsze wyniki w badaniach krwi powodowały, że na cały sezon brakowało często "paliwa" i w drugiej jego części nie mogła już osiągać zadowalających rezultatów. Po pierwszym roku studiów zdecydowała się na zmianę szkoleniowca na Piotra Kowala z CWKS Resovii Rzeszów.

 

- Wtedy zanotowałam znaczący skok. Po przetrenowaniu zimy z rekordu na poziomie 2.08 przeskoczyłam na 2.03. Typowy trening pod 800 m przyniósł rezultaty. Tamten wynik dał mi możliwość trenowania w kadrze, ale zamiast progresu w 2017 roku był regres. Trzeba było więc wrócić do indywidualnej współpracy z klubowym trenerem i tego efekty mamy obecnie - dodała.

 

Sabat od 27 lipca legitymuje się rekordem życiowym 2.01,28, ale już wcześniej w tym sezonie biegała poniżej 2.02, a na mistrzostwach Polski pokonała zdecydowanie bardziej doświadczoną i utytułowaną Angelikę Cichocką (SKLA Sopot).

 

- Dalej idę swoim trybem życia, ale nieco głośniej się o mnie zrobiło. Każdy chce wiedzieć, co i jak. Wiele osób mnie nie znało. Jestem nowością, a ludzie lubią nowości. Fajnie się dzieje. Mam swoje pięć minut. Trzeba jednak zachować zimną głowę, żeby się w tym wszystkim nie pogubić. Chcę się skupić na spokojnym treningu. Nie ma czasu na ujawnianie się i bycie na widelcu. Troszeczkę się przed tym bronię - przyznała biegaczka.

 

Lekkoatletka Resovii Rzeszów reprezentowała Polskę podczas Pucharu Świata w Londynie, gdzie mogła sprawdzić się na dużej imprezie, przed sporą publicznością. Przyznaje, że teraz czuje się już częścią kadry, a nie jest tylko kibicem, który obserwuje zmagania najlepszych z boku.

 

- Teraz nasi najlepsi zawodnicy to moi koledzy i koleżanki. Nie jestem już tylko fanem, który podchodzi, żeby zrobić sobie zdjęcie. Na mistrzostwach kraju pokazałam, że umiem też biegać turniejowo, co będzie bardzo potrzebne w Berlinie. Finisz jest moim atutem. Chociaż wcale gorzej się nie czuję przy niezłym tempie. Wiadomo, że dziewczyny biegające 1.58 czy 1.59 nie będą się mnie obawiać. Bądźmy poważni - oceniła.

 

Podczas ME każdy bieg będzie dla niej startem na wysokich obrotach, bo tylko wyniki zbliżone do najlepszych w tym sezonie mogą dawać awanse do kolejnych rund. Marzeniem jest start w finale, który dawałby stypendium i znacznie pomógł w dalszej karierze. Ta jest specyficzna, bo w okresie juniorskim nie zdobyła nawet medalu mistrzostw Polski. Najwyższe góry, w których trenowała są w Szklarskiej Porębie. Zagraniczne przygotowania póki co nie były dla niej.

 

- Nie będąc w kadrze Polski nie mam aż takiego wsparcia, a samej nie stać mnie na finansowanie przygotowań w odległych krajach. Lepsze warunki powodowałyby chociażby to, że regeneracja byłaby sprawniejsza

- zauważyła.

 

Biegaczka przyznała w rozmowie z PAP, że czasami przed samym startem potrzebuje kompletnego wyciszenia i stroni nawet od towarzystwa innych zawodniczek podczas rozruchu. Odstresować pomaga się jej muzyka. Bardzo różna. Nie słucha tylko disco polo. Woli takie zespoły jak Raz Dwa Trzy, Lady Pank czy Phila Collinsa. Muzyki słucha w pokoju. Na rozgrzewce już jej nie potrzebuje. Jej mama w młodości biegała szybko na 60 metrów.

 

- Czasy były inne i ludzie decydowali się na pewną pracę, a nie sport, który nie gwarantował stabilizacji. Dlatego mama nie związała się ze sportem - przyznała.

 

Sama nie skupia się tylko na bieganiu, ale również rozwoju na innych polach. Studiowała fizjoterapię.

 

- Moja obrona rok temu była za późno i nie załapałam się na rekrutację na studia magisterskie. Może jednak ktoś na górze czuwał i dobrze wyszło. Przerwa w nauce pozwoliła na skupienie się na treningu. Efekty są zadowalające - powiedziała.

 

Eliminacje 800 metrów pań podczas ME zaplanowano we wtorek 7 sierpnia. Finał odbędzie się trzy dni później. Na 800 m Polskę reprezentowała będzie w Berlinie również Cichocka - mistrzyni Europy na 1500 m sprzed dwóch lat. (PAP)