Starszy z tej dwójki, 35 letni Kowaliow dał się poznać wcześniej. W 2013 roku pokonał Nathana Cleverly i został mistrzem WBO. Rok później zdominował Bernarda Hopkinsa i odebrał mu pasy IBF i WBA.

 

Największy rozgłos przyniosły mu jednak dwie przegrane z niepokonanym od ponad dwudziestu lat, Amerykaninem Andre Wardem. Obie uznano za kontrowersyjne. W pierwszym pojedynku w 2016 roku  Kowaliow miał nawet na deskach ostatniego amerykańskiego mistrza olimpijskiego, w drugiej, w 2017, nie brakowało głosów, że sędzia ringowy zbyt wcześnie przerwał walkę nie widząc, że Amerykanin bił poniżej pasa. To już historia, mam w obu tych przypadkach swoje, nieco odmienne od powszechnych opinii zdanie, ale nigdy nie ukrywałem, że bardzo lubię boks Kowaliowa.

I sądzę, że poradzi sobie z niepokonanym, 28 letnim Kolumbijczykiem Eleiderem Alvarezem, który od lat czekał na walkę z mistrzem WBC Adonisem Stevensonem i się nie doczekał. A Kowaliow po stracie trzech mistrzowskich pasów po przegranej z Wardem pokazał, że ma twardy charakter. Zmienił trenera i pewne przyzwyczajenia, wziął się solidnie do roboty i odzyskał już jeden z utraconych pasów (WBO) wygrywając  w listopadzie ubiegłego roku z Ukraińcem Wiaczesławem Szabrańskim.

 

To był jeden z tych trzech pasów, które zostawił Andre Ward przechodząc na sportową emeryturę.

 

Walka Kowaliowa z Alvarezem zapowiada się bardzo ciekawie, Kolumbijczyk jest pięściarzem nieobliczalnym, szybkim i dynamicznym, ale nie bije tak mocno jak Rosjanin i nie ma tak dobrego lewego prostego. Mówiąc krótko Kowaliow jest lepszy boksersko i powinien to wykorzystać. Stawiam na jego zwycięstwo, ale niekoniecznie przed czasem, choć mogę się oczywiście mylić, bo tacy jak Kowaliow na ogół nie biorą jeńców.

Typem inteligentnego kilera jest też młodszy od Kowaliowa, 27 letni Dmitrij Biwoł, mistrz WBA. Ten chłopak ma wszystko oprócz doświadczenia, by wyczyścić wagę półciężką. Dość wcześnie bowiem podpisał zawodowy kontrakt. Ale w czasach juniorskich prezentował wielką klasę. Był mistrzem świata kadetów, wicemistrzem juniorów, wygrywał mistrzostwa Rosji. Myślę, że mógł walczyć o igrzyska w Rio de Janeiro, a tam zdobyć medal, ale doradzono mu inną decyzję.

 

Urodzony w Kirgistanie Biwoł boksuje pięknie dla oka. Klasycznie, elegancko i uderza z chirurgiczną dokładnością. Trudno powiedzieć jak będzie wyglądał, gdy spotka na swojej drodze kogoś takiego jak Stevenson (mistrz WBC), czy jego rodacy, Kowaliow (WBO) i Artur Bietierbijew (IBF). A przecież jest jeszcze znakomity Ukrainiec Ołeksandr Gwozdyk, czy Szwed mieszkający w Las Vegas, Badou Jack. Te największe wyzwania dopiero przed nim.

 

Z Isaackiem Chilembą, z którym zmierzy się dziś w nocy w obronie pasa WBA, nie powinien mieć większych problemów, choć  ten twardy facet z Malawi nie zwykł się przewracać po byle ciosie. To twardziel, który dwa lata temu wytrzymał z Kowaliowem w Rosji pełne 12 rund i sprawił, że broniący wtedy mistrzowskich pasów Rosjanin nie wyglądał w ringu najlepiej. Ale sądzę, że Chilemba będzie miał z Biwołem cięższą przeprawę. Być może cięższą niż z Gwozdykiem, który wygrał z nim przed czasem.

A to, że Rosjanie zagrają główne role na amerykańskim ringu i w amerykańskiej telewizji. Myślę, że to już nie dziwi. Pięściarze z byłego Związku Radzieckiego atakują.