- Forma jest podobna jak przed mistrzostwami Europy, choć ciężko też to porównywać. Do mistrzostw Europy przystępowaliśmy trochę z marszu, bez jakichś specjalnych przygotowań, zaraz po dwóch startach w Pucharze Świata. Jestem jednak dobrej myśli, stopery nie kłamią - powiedziała Walczykiewicz.

Zawodniczka KTW Kalisz może już mówić o udanym sezonie, bowiem wygrała zawody PŚ w Duisburgu, zdobyła złoto w ME w Belgradzie i tradycyjnie sięgnęła po tytuł w mistrzostwach Polski.

- Wszyscy myślą, że ja przez te wyniki nałożyłam na siebie jakąś presję i teraz muszę sięgnąć po mistrzostwo świata. Ja do tego tak nie podchodzę. To będą trudniejsze zawody, te dziewczyny, które nie były w najwyższej formie w Belgradzie, miały wystarczająco dużo czasu, żeby się przygotować na te zawody. Sprint jest na tyle specyficzny, że równie dobrze można być ostatnim, jak i pierwszym. Moim celem jest awans do finału, a potem chcę odzyskać to, co straciłam rok temu - z powrotem wrócić do światowego topu w swojej konkurencji i pokazać, że wciąż jeszcze się liczę - zaznaczyła.

Pytana, jaki wynik satysfakcjonowałby ją w Portugalii, odparła:

- Gdyby teraz ktoś mi dał brązowy medal, to może wzięłabym go w ciemno. - Po chwili zastanowienia zmieniła jednak opinię.

- Chyba wolałabym przepłynąć ten bieg, sprawdzić się i wskoczyć na podium. A nawet jeśli będzie czwarte, piąte miejsce po mocnej walce, nie będę rozpaczać. Najważniejsze to być w 100 procentach zadowolonym z tego, jak się popłynęło - podkreśliła.

Podczas zgrupowania w Poznaniu, gdzie kajakarki spędziły dwa ostatnie tygodnie przed wylotem do Portugalii, Walczykiewicz przytrafiła się infekcja pokarmowa. Wykluczyła ją na trzy dni z treningów, ale zupełnie się tym nie przejmuje.

- Wychodzę z założenia, że po prostu musiało tak być. Może mój organizm potrzebował odpocząć. Sama sobie nie dałabym wolnego, to wymyślił sobie okrężną drogę. Gdy wróciłam do treningów, to patrząc na czasy, nic nie "uciekło". Może jedynie trochę energii - oceniła.

Po zawieszeniu kariery przez Beatę Rosolską (znaną pod panieńskim nazwiskiem Mikołajczyk), Walczykiewicz jest najbardziej doświadczoną reprezentantką grupy kajakarek. Na swoim koncie ma 11 medali mistrzostw świata, w których wystąpiła już ośmiokrotnie. Po raz pierwszy w czempionacie globu wystartowała w 2007 roku w Duisburgu.

- Pamiętam swoje pierwsze mistrzostwa świata. W ogóle nie miałam jechać na te zawody, bo nie było pieniędzy. Gdy się znalazły, wsadzili mnie do dwójki na 200 metrów z Dorotą Kuczkowską. I zdobyłyśmy brązowy medal - wspomniała.

Potem nastąpiła seria bardzo udanych startów, głównie na jedynce 200 m. Już rok po igrzyskach w Pekinie Walczykiewicz sięgnęła po wicemistrzostwo świata w kanadyjskim Dartmouth.

- Nie opuściłam ani jednego startu w mistrzostwach świata, a do ubiegłego roku zawsze przywoziłam z nich medal. Niestety, w Racicach zajęłam piąte miejsce, choć przez chwilę byłam na podium. Po analizie wideo straciłam medal - opowiadała.

Dwa lata temu spełniła swoje marzenie zdobywając srebrny medal olimpijski. Ten sukces pozwala łatwiej znosić niepowodzenia.

- Po ubiegłorocznym sezonie tak sobie myślałam: "weź się stara nie przejmuj, przecież masz medal olimpijski. Ty już nic nie musisz". Podobnie mówili mi moi znajomi. Ja mam jednak charakter sportowca. Jeśli zaczynam już trenować, to nie po to, by przypływać w ogonie, czy w środku stawki, ale żeby osiągać jak najlepsze wyniki. Na pewno mam jakiś luz, bo gdyby, odpukać, coś mi się przytrafiło, to jestem już spełniona. I mniej łez by mnie kosztowało, gdybym musiała nagle zakończyć karierę - przyznała.

Do absolutnego spełnienia brakuje jej tylko zwycięstwa nad Nowozelandką Lisą Carrington, która, czy to na zawodach Pucharu Świata, mistrzostwach świata czy na igrzyskach olimpijskich zawsze przed nią wpływała na metę.

- Nigdy z nią nie wygrałam, ale też nie spotykałyśmy się w przedbiegach, nie przypominam sobie, żeby to miało miejsce w półfinałach, bo zawsze byłyśmy rozstawione. Właściwie rywalizowałyśmy tylko w finałach i też bardzo rzadko obok siebie - zaznaczyła.

Mistrzostwa w portugalskim Montemor zaczęły się w środę od rywalizacji parakajakarzy. Przedbiegi w konkurencji K1 200 m kobiet zaplanowano dopiero na sobotnie popołudnie, finały odbędą się w niedzielę.