31 letni dziś Khan był wielkim talentem w boksie amatorskim. W olimpijskim, 2004 roku, zdobył mistrzostwo świata juniorów i srebrny medal igrzysk w Atenach. Pamiętam jak dziś, bo komentowałem jego finałowy pojedynek ze znakomitym Kubańczykiem Mario Mesą Kindelanem. Z jednej strony jeszcze dzieciak, 17 letni Amir Khan, z drugiej 33 letni wielki gwiazdor światowego boksu, Mario Mesa Kindelan, hala zapełniona angielskimi kibicami, dziennikarzy z Wysp Brytyjskich też było zdecydowanie więcej niż w poprzednich dniach.

 

Anglik zaczął świetnie, później do głosu doszedł leworęczny Kubańczyk, i to on stanął na najwyższym stopniu olimpijskiego podium, ale gdyby przyznawano nagrody dla tych, którzy byli największym objawieniem tego turnieju, to Amir Khan byłby najpoważniejszym kandydatem.


Od tamtej walki minęło 14 lat, Anglik pakistańskiego pochodzenia jest w zupełnie innym punkcie kariery. Był już zawodowym mistrzem świata, z wagi lekkiej przeszedł najpierw do superlekkiej, teraz walczy w półśredniej, a dwa lata temu zdecydował się też na pojedynek z Saulem Alvarezem o pas WBC w kategorii średniej. I to nie był dobry pomysł. Zarobił wprawdzie krocie, ale został ciężko znokautowany. Odpoczywał dwa lata, wrócił do wagi półśredniej i szybko pokonał Phila Lo Greco. Teraz marzy mu się równie szybka i efektowna wygrana z Vargasem, a później znów wielkie wojny o wielkie pieniądze, być może z Mannym Pacquiao lub Kellem Brookiem, który popełnił podobny błąd decydując się na walkę z Giennadijem Gołowkinem, co przypłacił ciężką kontuzją oka. Teraz walczy w wadze junior średniej, ale twierdzi, że jest w stanie zbić wagę do półśredniej jeśli dostanie konkretną propozycję.


Amir Khan ( 32-4, 20 KO) w walce z Samuelem Vargasem (29-3-2, 14 KO) będzie faworytem, choć nie wiemy, tak naprawdę, na co go stać. Powroty po ciężkich nokautach, a takim był ten który zafundował mu „Canelo” Alvarez, nie zawsze są udane. Khan nigdy nie miał szczęki z granitu, wcześniej nokautowali go rodak Vargasa, Breidis Prescott i Danny Garcia.


Ale Vargas z rywalami z wyższej półki przegrywał w podobny sposób. Z Dannym Garcią też przegrał przed czasem, Errol Spence Jr również pokazał mu miejsce w szeregu zatrzymując w czwartej rundzie.


Jeśli Khan będzie przypominał dawnego, najlepszego Khana, to wygra bez większych problemów. Jeśli jednak wciąż pamięta o nokaucie, który uciął brutalnie jego marzenia o podboju wyższych kategorii, to może mieć problemy. A wtedy piękne plany Eddiego Hearna, by walczył z Pacquiao czy Brookiem można będzie odłożyć na bok.


Jeśli Khan wygra i pokaże obiecane fajerwerki, to jeszcze go zobaczymy w kilku ciekawych walkach.

Transmisja w sobotę od 20.00 w Polsacie Sport Fight.