Brzęczek: Jestem trochę rozczarowany, ale gratuluję moim chłopakom

Piłka nożna

Trener reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek podsumował mecz z Włochami w rozmowie z naszym reporterem. Według selekcjonera to było dobre spotkanie w wykonaniu Biało-Czerwonych, ale mogliśmy osiągnąć więcej!

Marcin Lepa: Ma Pan jeszcze głos?

 

Jerzy Brzęczek: Nie jest najgorzej, chociaż troszeczkę chrypki pozostanie. 

 

Nota za ten mecz to mocna czwórka dla Pańskiej drużyny, choć Łukasz Fabiański czuje co najmniej lekkie rozgoryczenie….

 

Patrząc na całe spotkanie jest trochę rozczarowany. Oceniając obiektywnie, trzeba powiedzieć, że Włosi nie mieli dogodnych sytuacji. My za to je stwarzaliśmy. W szczególności w pierwszej połowie. Bardzo dobrze odbieraliśmy piłkę na naszej połowie, graliśmy z kontrataku. Niestety, brakowało ostatniego podania, dokładności i wykończenia. W niektórych momentach zabrakło nam podjęcia decyzji. Np. przy stanie 1:0, gdy Grzegorz Krychowiak wbiegał w pole karne, powinien zdecydować się na strzał, a nie grać piłki w poprzek.

 

Biorąc pod uwagę, że zespół jest przebudowywany, to po meczu mamy chyba więcej pozytywów niż negatywów? W pierwszej połowie dwie najgroźniejsze sytuacje dla Włochów miały miejsce po naszych błędach lub stracie piłki. Takie momenty  da się chyba dość szybko wyeliminować.

 

Na pewno. Patrząc na to co działo się na boisku, na klasę przeciwnika, to tych sytuacji dla rywali rzeczywiście nie było dużo. Może gdyby rozgrywali więcej długich piłek, byłoby to dla nas niekorzystne.  

 

Postawił Pan na kilku zawodników, którzy nie mają jeszcze doświadczenia w kadrze – na Rafała Pietrzaka, na Daniela Szymańskiego, od początku na Arkadiusza Recę. Do końca spotkania na ławce siedział za to inny z debiutantów Krzysztof Piątek. Nie wpuścił pan też na boisko Arkadiusza Milika. W drugiej połowie rywale mocno nas przycisnęli.

 

Ale były momenty, gdy utrzymywaliśmy się przy piłce. Bramkę straciliśmy wtedy, gdy byliśmy w jej posiadaniu w polu obronnym rywali. W tym momencie Karol Linetty niepotrzebnie chciał wyprzedzić Roberta Lewandowskiego. Straciliśmy piłkę, poszedł kontratak i padł gol. Dodam, że zmiany jakich dokonywaliśmy były po części wymuszone. Piotrek Zieliński miał problemy, wcześniej kłopoty miał również Mateusz Klich. Chcieliśmy wstawić zawodnika bardziej defensywnego, żeby zabezpieczyć środek. Ostatnia zmiana była spowodowana tym, że Arkadiusz Reca zaczął narzekać na skurcze. Podsumowując gratuluję chłopakom, uważam, że to było dobre spotkanie.

Marcin Lepa, B, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze