Siła, serce i szczęka z betonu – tak piszą amerykańscy eksperci o urodzonym w Łomży 29-letnim Kownackim (17-0, 14 KO), który dziś w nocy stanie w Barclays Center przed szansą pokonania byłego mistrza świata wagi ciężkiej. Trzy lata starszy Charles Martin (25-1-1, 23 KO) był wprawdzie jednym z najkrócej urzędujących mistrzów (zaledwie 85 dni), szczęśliwie też ten tytuł zdobył (kontuzja Wiaczesława Głazkowa, w tej właśnie hali w styczniu 2016 roku), ale trochę atutów jednak ma. 196 cm wzrostu, dwumetrowy zasięg, odwrotna pozycja i niebezpieczne kontry, to są argumenty które trzeba brać pod uwagę. Szczególnie przy takiej obronie jaką ma Kownacki.

 

Ale mieszkający od dzieciństwa w Nowym Jorku Polak ma coś, czego brakuje Martinowi, to o czym zgodnie piszą amerykańscy dziennikarze: serce lwa, charakter do walki jakich mało. Dodałbym jeszcze wydolność i łatwość zadawania ciosów. Kownacki zadaje ich kilkadziesiąt na rundę, a ręce ma naprawdę ciężkie.

 

Kiedy rok temu przyleciał do Polski, by pomagać Tomaszowi Adamkowi przed jego walką na Polsat Boxing Night z Solomonem Haumono, ważył 122,5 kg. Pamiętam dokładnie, bo byłem przy tym jak się ważył w Karpaczu, gdzie pojechał z Adamkiem na kriokomorę. Później dzięki diecie zaordynowanej przez dr Jakuba Chyckiego i ciężkim treningom w Osadzie Śnieżka sporo z tych kilogramów stracił i do pojedynku z Arturem Szpilką w Nowym Jorku przystąpił znakomicie przygotowany. Efekt pamiętamy. Teraz znów stawia na masę (119,4 kg), co trochę niepokoi, ale zobaczymy co z tego wyniknie.

 

Stawiam, że Kownacki przełamie Martina i rozbije swoimi nieustannymi atakami. Były mistrz będzie miał problem, by je przetrzymać, chyba że trafi czystą kontrą. On też ma ciężkie ręce, szczególnie lewą. A charakter do walki? Gdyby osądzać go mając w pamięci szybką porażkę z Anthonym Joshuą dwa lata temu w Londynie, gdzie został znokautowany i stracił tytuł, ocena nie byłaby dla niego korzystna. Ale on teraz też walczy o swoją przyszłość, więc nie wykluczam, że pokaże inną twarz.

 

Jedno jest pewne, jeśli Kownacki będzie zwycięzcą, to wcześniej czy później będzie bił się o jeden z mistrzowskich pasów. Ale gdy przegra, to czeka go długie odbudowywanie pozycji, co łatwe nie będzie potrwa.

 

Dla polskich kibiców starcie Kownackiego z Martinem będzie oczywiście najważniejsze, ale główną walką w Barclays Center stoczą Shawn Porter (28-2-1, 17 KO) z Dannym Garcią (34-1, 20 KO) o wakujący pas WBC w wadze półśredniej. Obaj mają po 30 lat, są byłymi mistrzami świata i wielkimi pięściarzami, ale nieznacznym faworytem jest Garcia. Przegrał w karierze tylko raz, dwa do remisu z Keithem Thurmanem, który zwakował ten tytuł, bo z powodu operacji kontuzjowanego barku jest nieaktywny od ponad roku.

 

Porter ma na koncie jedną porażkę więcej. On też przegrał z Thurmanem, uległ też (dwa do remisu) Anglikowi Kellowi Brookowi w 2014 roku roku i stracił wtedy pas IBF. Danny Garcia nie dopuszcza myśli o przegranej i mówi już o pojedynku z Errolem Spence’em Jr, posiadaczem pasa należącego wcześniej do Portera.

 

Ale im mniej „Swift” będzie mówił i myślał o przyszłości, to lepiej. W starciu z Porterem wszystko bowiem może się zdarzyć, tak samo jak w walce Kownackiego z Martinem. Z pewnością nie będzie to spokojna noc na Brooklynie.