Kownacki zaprezentował to, do czego zdążył nas przyzwyczaić. Dla polskiego pięściarza był to powrót do ringu po blisko ośmiu miesiącach przerwy, a już w pierwszych minutach był niezwykle nakręcony i bez przerwy nacierał. Martin nie mógł znaleźć sposobu na zastopowanie agresywnego "BabyFace'a".
 
W czwartej rundzie było blisko nokdaunu. Kownacki zasypał Martina ciosami, a po jednym z nich Amerykanin zgiął się w pół. Były mistrz świata przetrwał najgorszy moment, a następnie zaczynał odzyskiwać inicjatywę. Martin przegrywał na punkty, więc wziął się do roboty. 29-letni Polak przyjął wiele potężnych ciosów.
 
Ostatnie dwie rundy były popisem boksu na najwyższym poziomie. Wzajemne salwy ciosów podrywały publiczność, a Kownacki był bliski nokautu w końcowej fazie pojedynku. Sędziowie byli jednogłośni, punktując 96:94 dla Kownackiego. Była to osiemnasta wygrana niepokonanego pięściarza z Łomży.
 
Chciałem go za wszelką cenę znokautować ciosami na głowę. Każda walka niesie za sobą jednak naukę. Walczyłem z najlepszym Martinem, jaki mógł tylko być - skomentował nieco zawiedziony swoją taktyką Kownacki.
 
Adam Kownacki pokonał jednogłośnie na punkty Charlesa Martina (96:94, 96:94, 96:94).