Między dwie najlepsze obecnie drużyny w niedzielę może się "wcisnąć" Sandecja Nowy Sącz, która zagra tego dnia w Bielsku-Białej z Podbeskidziem.

 

Dwa miesiące beniaminek z Poznania czekał na powrót na własny stadion, bowiem dopiero w poniedziałek otrzymał pozwolenie na grę w Poznaniu. Wcześniej spotkania w roli gospodarza rozgrywał w Grodzisku Wielkopolskim, bowiem jego obiekt nie spełniał wymogów licencyjnych.

 

Powrót okazał się niezbyt udany, lecz też do stolicy Wielkopolski przyjechał lider. Częstochowianie dominowali na boisku przez niemal całe 90 minut, a ich wygrana mogła być bardziej okazała. Ostatnie kilkanaście minut gospodarze grali w dziewiątkę, bowiem żółtymi kartonikami dwukrotnie zostali ukarani Michał Grobelny i Jakub Kiełb. Wcześniej gole dla gości uzyskali Sebastian Musiolik i Andrzej Niewulis.

 

Obrońca Warty Wojciech Orsonge przyznał, że mimo porażki cieszy się z gry na swoim obiekcie, popularnie nazywanym "ogródkiem". "My tu chcemy grać - tu jest nasz dom i na pewno tu nam będzie lepiej" – tłumaczył.

 

Na trybunach zasiadło ponad tysiąc kibiców i - jak przyznał trener poznaniaków Petr Nemec - wreszcie można było poczuć, że jest to mecz pierwszej ligi. "W Grodzisku jest ładny stadion, ale jeśli przyjdzie 50 osób, to ani ich nie widać, ani nie słychać. Dziś trochę kibiców było, ale graliśmy z liderem, który sportowo był od nas lepszy. My tylko bieganiem byliśmy w stanie dorównać rywalom" – ocenił czeski szkoleniowiec.

 

Z kolei opiekun Rakowa Marek Papszun mógł ze spokojem wracać do domu.

 

"Dobrze, że wygraliśmy, bo inaczej mógłby być ogłoszony upadek Rakowa. Po dwóch remisach mówiono już o kryzysie, zapominając, że jest to pierwsza liga, bardzo wymagająca i wyrównana. O punkty zawsze jest trudno. Dziś zagraliśmy dobry mecz, na swoim poziomie, byliśmy po prostu skuteczniejsi. My nie jesteśmy żadnym dream teamem, który +przebiega+ się po rywalach, tylko musimy ciężko pracować na punkty" - podsumował trener lidera.

 

Raków ma ich obecnie 24 i o cztery wyprzedza Bytovię, która punkty gromadzi głównie na wyjazdach. Przed własną publicznością wygrała dotychczas tylko raz, a sobotni remis był już trzecim w sezonie. Goście, którzy nie przegrali szóstego spotkania z rzędu, prowadzili po trafieniu Arona Stasiaka w 35. minucie, a krótko po przerwie wyrównał głową Łukasz Wróbel.

 

W Bruk-Becie Termalice efekt "nowej miotły" zadziałał na krótko. Spadkowicz, który zajmuje przedostatnią lokatę w tabeli, wygrał tylko w debiucie trenera Marcina Kaczmarka, a w sobotę uległ na swoim terenie Chrobremu Głogów 1:2. Miejscowi prowadzili co prawda do przerwy po bramce Ukraińca Artema Putiwcewa, ale w drugiej połowie gole Michała Boreckiego i Damiana Kowalczyka zapewniły trzy punkty zespołowi prowadzonemu przez Grzegorza Nicińskiego.

 

Po pięciu kolejnych porażkach wygrał Stomil Olsztyn - 2:1 z Odrą Opole.

 

Oprócz meczu w Bielsku-Białej, w niedzielę GKS Katowice podejmie Puszczę Niepołomice.