Pierwotnie rywalem McSweeneya miał być Michał Andryszak, ale z powodu kontuzji musiał się wycofać. Organizacja szybko znalazła jednak zastępstwo, podpisując kontrakt z weteranem Thiago Silvą, który w przeszłości walczył w UFC i ACB.

 

Początkowo Anglik był nieźle przygotowany. Najwięcej spustoszenia stały kopnięcia – zarówno niskie, ale przede wszystkim wysokie. Po jednym z nich Silva zaczął się chwiać i "Młot" ruszył do skończenia walki. Zaatakował latającym kolanem, ale nie trafił. Brazylijczyk przetrwał, ponownie zaczął gonitwę wokół przeciwnika, ale nie był w stanie zrobić mu krzywdy.

 

W drugiej rundzie McSweeney chciał wykorzystać każdą okazję na złapanie oddechu i to też uczynił. Musiał jednak kontynuować pojedynek, a to nie wyglądało najlepiej. Silva miał dużą przewagę, łatwo spychał rywala na siatkę i tam zasypywał ciosami. Nie rzucał się do szalonego ataku, ale robił swoje. McSweeney miał niewiele do powiedzenia.

 

Ostatnia odsłona tego pojedynku niczego nie zmieniła. McSweeney próbował kopać na wstecznym biegu, ale Silva konsekwentnie kąsał go pojedynczymi ciosami. Nie były to ciosy mocne, ale zawsze precyzyjne. Brazylijczyk bił spokojnie, kilka razy zmienił tempo, by zaatakować nieco odważniej, ale nie zdołał skończyć swojego rywala.